O firmieBadaniaKontakt

Firma


Siedziba "Analityka" przy ul. Szwedzka 2

 

  • posiada status niepublicznego zakładu opieki zdrowotnej - rejestr Wojewody Śląskiego
  • jest zarejestrowana w krajowej ewidencji medycznych laboratoriów diagnostycznych - rejestr Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych
  • znajduje się na liście laboratoriów rekomendowanych - rejestr Ministerstwa Zdrowia.

Swoją działalność firma rozpoczęła w marcu 2001 roku. Wcześniej jednak nasze laboratorium stanowiło część pionu diagnostyki laboratoryjnej nie istniejącego już publicznego zakładu otwartej opieki zdrowotnej. Pracuje tutaj ciągle ten sam personel jednakże w zmodernizowanych wnętrzach o podniesionej estetyce i wyposażonych w nowoczesną aparaturę.

Nasza siedziba znajduje się przy ul. Szwedzkiej 2, gdzie umieściliśmy sprzęt diagnostyczny, wykonujemy badania oraz pracuje większość personelu. Najszerszy kontakt z pacjentami mamy w punkcie pobrań w centrum miasta przy ul. Piłsudskiego 16. Budynek pod tym adresem znany jest tarnogórzanom nadal jako dawna „Ubezpieczalnia” powstała dzięki przedwojennej Spółce Brackiej. Obsługujemy też kilka innych punktów w mieście i poza nim prowadząc satysfakcjonującą współpracę z przychodniami, lekarzami indywidualnymi i pacjentami.


                                                                       mgr ALICJA KOSIBA-LESIAK
                                                                                                     Kierownik Laboratorium

.............................................................................  

 DLA SENIORÓW 

Centrum Diagnostyki Laboratoryjnej „Analityk” w Tarnowskich Górach organizuje wakacyjną akcję promocyjnych badań dla  emerytów i rencistów z powiatu tarnogórskiego.Będzie można bezpłatnie wykonać oznaczanie glukozy (cukru) we krwi. natomiast profil lipidowy, morfologię krwi i szereg innych badań laboratoryjnych będzie przeprowadzanych z 50-proc. zniżką. Będzie też można wykonać badanie porównawcze glukometrów osobistych, aby sprawdzić, czy właściwie działają.

Akcja profilaktyki zdrowotnej potrwa do końca sierpnia. Badania można wykonywać w laboratorium „Analityka” przy ul. Szwedzkiej 2 na os. Przyjaźń oraz w punkcie pobrań przy ul. Piłsudskiego 16 w centrum Tarnowskich Gór. 
Szczegółowe informacje pod numerem telefonu 32-384-69-15 i 32-285-63-92.  

                                                                                       

                                                                                                 mgr Alicja Kosiba-Lesiak
         
                                                                               Kierownik Laboratorium ANALITYK

...........................................................................................................................

                                     ZATRUDNIMY
diagnostę laboratoryjnego absolwenta lub z praktyką.
............................................................................................

Organizujemy STAŻE w zawodach i na stanowiskach:

  • MAGISTER ANALITYKI MEDYCZNEJ,
  • technik analityki medycznej, 
  • magister biologii,
  • magister chemii,

    ...............................................................................................

    1. LABORATORIUM przy ul. Szwedzkiej 2 czynne jest:

      
    od poniedziałku do piątku w godz. od 7:30 do 16:00;
       przyjmowanie pacjentów do badań od godz. od 7:30 do 11:00 
       SOBOTA - czynne od godz. 8:00 do 10:00


    2. Punkt pobrań przy ul. Piłsudskiego 16 czynny jest:

       od poniedziałku do piątku od godz. od 7:00 do 16:00;
       (przyjmowanie pacjentów do badań w godz. od 7:00 do 11:00 
       SOBOTA - NIECZYNNY
    ................................................................................................

SPRZEDAMY następujący sprzęt diagnostyczny:

  • analizator hematologiczny Cell Dyn 1700



 

                                                                                    

Usługi


Usługi

USŁUGI – PODSTAWOWY ZAKRES


Proponujemy m.in.:

  • medyczne badania laboratoryjne i czynności dodatkowe (wirowanie, wykonywanie rozmazów, barwienie preparatów itd)
  • badania bakteriologiczne i mykologiczne – posiewy różnych materiałów biologicznych wraz z możliwością pobrania w laboratorium
  • pobieranie krwi u dorosłych, dzieci, niemowląt, osób niepełnosprawnych w naszych punktach oraz w punktach naszych zleceniodawców 
  • obsługa kurierska punktów pobrań i transport materiału laboratoryjnego
  • badania grup pracowniczych, uczniowskich i innych (również pod wskazanym adresem – sesje wyjazdowe)
  • wykonanie badań w trybie rutynowym orac "CITO" - pilnym tj. na poczekaniu w laboratorium przy ul. Szwedzkiej 2, w ciągu godziny lub w określonym czasie

Analizy wykonujemy PRECYZYJNIE I TERMINOWO.

Personel


Personel laboratorium


Fachowa kadra pracownicza posiada wysokie kwalifikacje zawodowe oraz wieloletnie doświadczenie w diagnostyce laboratoryjnej (15–25 lat). Pracownicy podlegają stałym szkoleniom wewnętrznym i zewnętrznym podnoszącym ich kwalifikacje.

Kierownik laboratorium - mgr Alicja Kosiba-Lesiak - specjalista I st. w mikrobiologii klinicznej, diagnosta laboratoryjny 

Zastępca Kierownika laboratorium - mgr analityki medycznej Edyta Krzyszkowska-Nowak, diagnosta laboratoryjny, pełnomocnik ds. jakości badań

Kierownik Zespołu Techników - starszy technik analityki medycznej Ilona Gorażdża 

Starsi technicy analityki medycznej - Irena Dziedowicz, Maria Fogel, Krystyna Kucz, Barbara Makowska, Agnieszka Pradelok,

Przedstawiciel Firmy ds. Obsługi Klienta - Sabina Tomaszek

Rejestratorka medyczna - Bożena Wosz

Pracownicy są mocno związani z lokalnym społeczeństwem i w swej pracy zawodowej kierują się zasadami etyki zawodowej. Zarówno pacjenci jak i lekarze mogą być pewni ich rzetelności w wykonywanych obowiązkach.

Personel laboratorium cechuje się DYSPOZYCYJNOŚCIĄ i PROFESJONALIZMEM.

Pracownie i wyposażenie

W naszym laboratorium prowadzimy następujące działy diagnostyki medycznej:
  • hematologia i koagulologia
  • analityka ogólna
  • biochemia kliniczna
  • immunologia
  • bakteriologia

Laboratorium jest wyposażone w analizatory zapewniające wysoką prezyzję i wiarygodność wykonywanych badań. Podlegają one stałej standaryzacji i konserwacji przez nadzór serwisowy. Są to między innymi:

  • analizator hematologiczny Pentra
  • analizator biochemiczny Accent
  • koagulometr Coag Chrom 3003
  • analizator moczu EM Urimed
  • analizator elektrolitów AVL
  • analizatory zastępcze: Cell-Dyn, Airone

Wyposażenie laboratorium odpowiada WYSOKIM STANDARDOM określonym przez Krajową Izbę Diagnostów Laboratoryjnych, Ustawę o diagnostyce laboratoryjnej z 2001r, Rozporządzenia Ministra Zdrowia

 

Kontrola jakości

W naszym laboratorium prowadzimy dwa wymagane etapy kontroli jakości nadzorowane przez diagnostów laboratoryjnych tj. Pełnomocnika ds. Jakosci badań - mgr Edytę Krzyszkowską-Nowak oraz Kierownika Laboratorium - mgr Alicję Kosibę-Lesiak. Są to:
  • wewnętrzna kilkustopniowa kontrola jakości (codzienna) z wykorzystaniem materiałów standaryzujących oraz programu komputerowego
  • ogólnokrajowa kontrola jakości (4 razy w roku) w Krajowym Programie Kontroli Jakości prowadzonym przez Centralny Ośrodek Badań Jakości w Diagnostyce Laboratoryjnej z siedzibą w Łodzi
  • międzylaboratoryjna kontrola jakości - w wyznaczonych terminach w roku

Dokumentacja kontroli wewnętrznej jest prowadzona i przechowywana zgodnie z określonymi standardami. Zaświadczenia o uczestnictwie w kontroli zewnętrznej są dostępne do wglądu na tablicach informacyjnych laboratorium. 

Prowadzona jest też tzw. Księga Kontroli Jakości Badań zgodnie z wytycznymi Ministra Zdrowia.

Procesy kontroli jakości przeprowadzane są MIARODAJNIE i SYSTEMATYCZNIE. 

System komputerowy

Profesjonalny program komputerowy do obsługi laboratoriów Lab-bit podwyższył standard naszych usług, gdyż:
  • wspomaga pracę poszczególnych stanowisk w naszym laboratorium
  • prowadzi kontrolę jakości badań
  • archiwizuje dane osobowe pacjentów, firmowe zleceniodawców, wyniki badań i kontroli jakości oraz czynności pomocniczych
  • umożliwia wykonywanie rozliczeń finansowych ze zleceniodawcami
  • przekazuje wyniki badań do naszych zleceniodawców drogą elektroniczną, dzięki czemu mogą otrzymać je krótko po wykonaniu badań czyli nawet już po 2 godzinach od pobrania materiału laboratoryjnego w punkcie pobrań.

Komputeryzacja naszej firmy zapewnia SPRAWNOŚĆ funkcjonowania laboratorium.

Współpraca

Współpracujemy zarówno z publicznymi jak i niepublicznymi zakładami opieki zdrowotnej oraz indywidualnymi lekarzami prowadzącymi praktyki prywatne wykonując badania według ich skierowań. Realizujemy też zlecenia pacjentów zgłaszających się do nas z własnej inicjatywy na badania profilaktyczne lub pragnących otrzymać laboratoryjne rozeznanie w ich wątpliwościach zdrowotnych.

Wysoka ocena naszego laboratorium funkcjonująca wśród grona naszych zleceniodawców obliguje nas do stałego podnoszenia standardu świadczonych przez nas usług. Wszyscy zlecający mogą liczyć na wiarygodne wyniki badań a także na informację dotyczącą pobierania materiału do badań, wyboru badań diagnostycznych, szkolenie w zakresie wykonywanych usług oraz pomoc w interpretacji wyników mikrobiologicznych i analitycznych.

Wszystkim zleceniodawcom gwarantujemy WIARYGODNOŚĆ wyników analiz.

Obsługujemy:

  • ul. Bytomska 8 - USŁUGI MEDYCZNE ŚRÓDMIEŚCIE
  • ul. Nakielska 44  - USŁUGI MEDYCZNE ŚRÓDMIEŚCIE
  • Aleja Kwiatów 27 - USŁUGI MEDYCZNE ŚRÓDMIEŚCIE
  • ul. Okrzei 21 - HIPOKRATES
  • ul. Andersa 49 - HIPOKRATES
  • ul. Nakielska 1-3 - CENTRUM USŁUG MEDYCZNYCH
  • ul. Mickiewicza 8 - BIMED
  • ul. Leśna 2 - BIMED
  • ul. Tylna 12 - LIMED
  • ul. K. Miarki - SANTIMED
  • ul. Okrzei 1 - BELL-MED
  • ul. Korczaka 40 - UROGEN
  • ul. Oświęcimska 4 - SANA
  • ul. Poczdamska 7 - VADEMECUM
  • ul. Witosa 61 - VADEMECUM
  • ul. ks. Renka 63 - POGODNA JESIEŃ
  • Strzybnica - ul. Kościelna 27 - DUOMED
  • Strzybnica - ul. Zagórska 81 - TELMED
  • Tworóg - ul. Zamkowa 3 - SP ZOZ w Tworogu
  • Zbrosławice - ul. Piastowska 3 - FAMED 
  • Wieszowa - ul. Sienkiewicza 123 - FAMED
  • Miedary - ul. Tarnogórska 1 - FAMED
  • Kalety - ESKULAP

    ...........................................................................................................

Inni Partnerzy:

PORTAL POWIATU TARNOGÓRSKIEGO http://www.tg.net.pl

KRAJOWA IZBA DIAGNOSTÓW LABORATORYJNYCH http://www.kidl.ogrg.pl

PC SYSTEM i DOTEO - obsługa biura, serwis komputerowy - sklep internetowy (najlepsze tusze do drukarek) - http://www.jic.pl

POLSO II Sp. z o.o. Autoryzowany Dystrybutor i Serwis Urządzen Biurowych  http://www.polso2.com.pl/   Serwis drukarek Kyocera - pan Robert Szymczyk

Laboratorium dr Teresa Fryda - Katowice - www.fryda.pl

 

PEDIATRYCZNE WIZYTY DOMOWE  - lekarz med. Iwona Iwaniszyn-Popowicz, specjalista pediatrii) - http://www.lekarz-domowy.pl

CRP a ryzyko sercowo-naczyniowe i nowotworowe

 
Data publikacji: 2010-01-14
Dziedzina: Kardiologia , Onkologia
Stężenie białka C-reaktywnego (CRP) w krwi jest silnie skorelowane z ryzykiem zapadnięcia na wiele chorób, m.in. zawał mięśnia sercowego, udar, nowotwory, a także przewlekłe choroby płuc – stwierdzili badacze z Uniwersytetu w Cambridge, którzy przeanalizowali dane z 54 długoterminowych, prospektywnych badań klinicznych i epidemiologicznych z łącznym udziałem ponad 160 tys. osób.
Białko C-reaktywne bierze udział w odpowiedzi immunologicznej organizmu i uznawane jest za marker stanu zapalnego. Stale podwyższony poziom CRP świadczy o przewlekłym stanie zapalnym i związany jest z rozwojem chorób przewlekłych, co potwierdziła najnowsza meta-analiza opublikowana w czasopiśmie Lancet.

Zdaniem jej autorów, a także komentatorów, poziom CRP może być bardzo przydatny przy podejmowaniu decyzji o rozpoczynaniu leczenia u pacjentów z grup ryzyka zdrowotnego, np. u osób zagrożonych chorobami sercowo-naczyniowymi.

Zdarza się, że parametry takie jak stężenie cholesterolu, ciśnienie tętnicze czy oporność na insulinę nie rozstrzygają, o tym, czy konieczne jest wdrożenie farmakoterapii. Dodatkowy test, polegający na zbadaniu poziomu CRP, może ułatwić podjęcie decyzji.

Źródło: Lancet 2010, 375: 132 – 140.

   Stopka autorska:
Autor: dr n. biol. Marta Koton-Czarnecka
Artykuł opublikowany w numerze: - PULSU MEDYCYNY
Data publikacji: 2010-01-14

HELICOBACTER PYLORI a rak żołądka

Poniedzialek, 26 października 2009 r.
 
Data publikacji: 2009-10-22
Dziedzina: Choroby zakaźne
Wiadomo, że Helicobacter pylori powoduje nie tylko wrzody żołądka i dwunastnicy, ale także może przyczynić się do rozwoju raka tych narządów. Dotychczas nie dowiedziono jednak, czy terapię mającą na celu eradykację tego patogenu można traktować jako skuteczną prewencję pierwotną nowotworu żołądka. Na to pytanie postanowili odpowiedzieć badacze z Wydziału Gastroenterologii Centrum Medycznego w Sapporo w Japonii.
Wyniki przeprowadzonego przez nich wieloośrodkowego, prospektywnego badania kohortowego publikuje wrześniowe wydanie World Journal of Gastroenenterology.

W latach 2000-2007 porównywano częstość występowania raka żołądka pomiędzy dwoma grupami pacjentów cierpiących na wrzody żołądka i/lub dwunastnicy wywołane obecnością H. pylori. Pierwsza grupa podlegała leczeniu nacelowanemu na usunięcie bakterii (grupa z eradykacją), podczas gdy pacjenci z drugiej grupy otrzymywali leczenie polegające wyłącznie na łagodzeniu objawów choroby wrzodowej żołądka i/lub dwunastnicy (grupa bez eradykacji). Łącznie w badaniu uczestniczyło 4133 pacjentów z średnią wieku 53 lata.

Podczas trwającego średnio 5,6 roku okresu obserwacji odnotowano 56 przypadków zachorowań na raka żołądka. W tym czasie nie stwierdzono znamiennej statystycznie różnicy w częstości występowania raka żołądka pomiędzy grupami z eradykacją i bez eradykacji H. pylori. Zdaniem badaczy, może to świadczyć o konieczności przeprowadzenia badań z dłuższym okresem obserwacji.

Istotną różnicę zaobserwowano jednak, gdy przyjrzano się wyłącznie pacjentom z wrzodami dwunastnicy charakterystycznymi dla młodszych pacjentów. W ich przypadku eradykacja H. pylori znacząco obniżyła ryzyko zachorowania na raka żołądka, co według autorów oznacza potrzebę jak najszybszego podejmowania terapii eradykującej u młodych osób z potwierdzonym zakażeniem Helicobacter pylori.

Źródło: World J. Gastroenterol. 2009, 15: 4290-4297.i
Stopka autorska:
Autor: dr n. biol. Marta Koton-Czarnecka
Artykuł opublikowany w PULSIE MEDYCYNY w numerze: -
Data publikacji: 2009-10-22

PASOŻYTY u dzieci

http://www.pulsmedycyny.com.pl/index/archiwum/9945,pasożyty,dzieci.html
Sekcja: Postepy w medycynie PULS MEDYCYNY nR 14 (177)
Data publikacji: 2008-09-17
Dziedzina: Choroby zakaźne , Pediatria
Kiedy należy podejrzewać toksokarozę u dziecka i jak postępować po jej wykryciu?
Na pytanie odpowiada dr Ewa Talarek, Klinika Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego:

Toksokaroza jest chorobą pasożytniczą. Do zakażenia dochodzi najczęściej u dzieci, po przypadkowym spożyciu inwazyjnych jaj glisty psiej albo kociej. Gdy jajo glisty znajdzie się w przewodzie pokarmowym, larwa opuszcza je, przebija się przez ścianę przewodu pokarmowego i trafia do naczyń krwionośnych, a następnie z prądem krwi migruje po całym organizmie. Właśnie dlatego choroby tej nie wykryjemy, badając kał na pasożyty. Jedyną metodą, żeby potwierdzić zakażenie, jest badanie serologiczne, które polega na oznaczeniu swoistych przeciwciał w surowicy krwi.
Człowiek jest dla tych pasożytów przypadkowym żywicielem, co oznacza, że larwy nie potrafią w naszym organizmie dojrzewać i rozmnażać się. Mogą tylko trwać w postaci larwalnej, za to potrafią w tym stanie przeżyć nawet 10 lat.
W tym czasie u zakażonych dzieci mogą nie wystąpić żadne objawy. Jednak u niektórych - z nieznanych przyczyn - wędrówka larw po organizmie powoduje reakcję alergiczno-zapalną. Dość często obserwujemy podwyższoną liczbę krwinek białych, a w rozmazie krwi podwyższony do ponad 20 proc. odsetek krwinek kwasochłonnych. Ponadto część dzieci zgłasza rozmaite dolegliwości, np. obniżone łaknienie, uporczywe, nawracające bóle brzucha, bóle głowy. U niektórych stwierdzamy powiększenie wątroby i/lub węzłów chłonnych. Zdarzają się objawy przypominające alergię: nietypowe wysypki, zapalenia oskrzeli z dusznością podobną jak w astmie - jako wyraz nadwrażliwości na antygeny larw. U dzieci, które są alergikami, zakażenie larwami może zaostrzać objawy alergii.
Objawy toksokarozy są niespecyficzne, czasem można je przypisać chorobie dopiero wtedy, gdy zastosujemy leczenie, które przyniesie skutek.
Typowe, choć na szczęście sporadyczne, są jedynie zmiany oczne. Gdy larwa trafi do oka. lokalizuje się najczęściej w pobliżu tarczy nerwu wzrokowego lub plamki i wywołuje stan zapalny z wytworzeniem ziarniniaka kwasochłonnego. Niezauważona zmiana powoduje z czasem powstanie w dnie oka blizny pozapalnej. Następstwem zmian ocznych jest upośledzenie ostrości widzenia, a nawet ślepota. Zmiany oczne są wyłącznie jednostronne. Uważa się, że na ogół dochodzi do nich w kilka lat od zakażenia. Doświadczony okulista jest w stanie rozpoznać toksokarozę na podstawie samego badania dna oka.
Leczenie stosujemy u pacjentów z objawami choroby, na ogół nie leczymy zakażeń bezobjawowych. Stosuje się leki przeciwpasożytnicze, czasami także przeciwzapalne (w postaci ocznej lub przy bardzo nasilonych objawach).
Wykrycie zakażenia toksokarozą jest dość trudne, ponieważ test, który stosujemy, wykrywa przeciwciała w klasie IgG - te zaś we wczesnej fazie zakażenia niekoniecznie muszą być obecne. Na dodatek przeciwciała utrzymują się w dodatnim mianie przez lata od zakażenia, co oznacza, że możemy je przypadkiem wykryć u dzieci, które uległy zakażeniu dawno temu, a larwy już w nich nie egzystują.
Do podejrzenia toksokarozy powinno skłaniać wykrycie (nawet przypadkowe) leukocytozy z eozynofilią i na pewno jednostronne zmiany zapalne w dnie oka. Powinna obowiązywać zasada, że rolą lekarza poz jest podejrzewać toksokarozę, a już rozpoznanie i leczenie to zadanie specjalisty. Każde dziecko, u którego podejrzewane jest zakażenie, powinno mieć wykonane badanie okulistyczne, nawet jeśli nie ma żadnych problemów ze wzrokiem.
Nie dysponujemy niestety żadnym badaniem, które dałoby odpowiedź na pytanie, czy pacjent został wyleczony. Zmniejszenie ilości przeciwciał obserwujemy dopiero po roku, dwóch latach leczenia. Wydaje się, że larwy mogą przeżyć leczenie. Dlatego pacjentom, u których została rozpoznana toksokaroza, zalecamy obserwację w poradni chorób zakaźnych nawet do 10 lat od rozpoznania.
Ważne jest, by takie dziecko było regularnie badane okulistycznie, aby ewentualne zmiany oczne wykryć jak najwcześniej. Lecząc we wczesnym stadium, możemy ograniczyć zmiany pozapalne, jeśli jednak zrobią się blizny w dnie oka, zmiany są nieodwracalne.

  Stopka autorska:

Autor: dr Ewa Talarek,
Klinika Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Artykuł opublikowany w numerze: 14 (177)
Data publikacji: 2008-09-17

KLESZCZE CIĄGLE GROŹNE

Wtorek, 11 sierpnia 2009 r.
 
Kleszcze ciągle groźne
Sekcja: Informacje
Data publikacji: 2009-06-10
Wzrasta zagrożenie chorobami odkleszczowymi - to efekt ocieplania klimatu i zajmowania przez kleszcze nisz ekologicznych. W Polsce w ostatnich latach nastąpił aż 30-krotny wzrost zachorowalności na kleszczowe zapalenie mózgu, a borelioza jest jedną z najczęstszych chorób zakaźnych.
Kleszcze z rodzaju Ixodes są najgroźniejszymi pasożytami zewnętrznymi człowieka. Przenoszą boreliozę i kleszczowe zapalenie mózgu, ale także kilka innych, potencjalnie niebezpiecznych chorób. Ukąszenie przez jednego kleszcza może spowodować jednoczesne zakażenie kilkoma patogenami, co znacząco utrudnia postępowanie diagnostyczne i leczenie.

W krajach półkuli północnej z roku na rok wzrasta zagrożenie chorobami odkleszczowymi, co jest związane przede wszystkim z ocieplaniem klimatu i zajmowaniem przez kleszcze nowych nisz ekologicznych. W ostatnich latach w Polsce nastąpił 30-krotny wzrost zachorowalności na kleszczowe zapalenie mózgu, a borelioza jest obecnie jedną z najczęstszych chorób zakaźnych.

Dwufazowy przebieg kleszczowego zapalenia mózgu

Pierwszy przypadek kleszczowego zapalenia mózgu odnotowano w naszym kraju w 1947 roku, a obecnie liczba zachorowań oscyluje wokół 250-300 rocznie. 80 proc. zachorowań pochodzi z województw podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Choroba ta wywoływana jest przez wirusa RNA z rodziny Flaviviridae i zazwyczaj przebiega dwufazowo.

"Wirusy początkowo namnażają się w komórkach skóry i okolicznych węzłach chłonnych, a następnie przedostają się do naczyń krwionośnych i drogą krwi dochodzi do zakażenia różnych komórek. Jest to tzw. faza zwiastunowa, trwająca od 2 do 14 dni, charakteryzująca się objawami grypopodobnymi - mówi dr n. przyr. Hanna Żarnowska-Prymek z Kliniki Chorób Odzwierzęcych i Tropikalnych WUM. - U większości osób, dzięki aktywności limfocytów cytotoksycznych oraz przeciwciał, następuje eliminacja wirusa. U około 30 proc. zakażonych dochodzi do wtórnej wiremii i zainfekowania komórek śródbłonka naczyń mózgowych, co jest początkiem drugiej, neurologicznej i najgroźniejszej fazy choroby. Namnożone wirusy przedostają się do tkanki mózgowej i pojawiają się objawy zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Uruchamiane są mechanizmy obronne mające za zadanie eliminację wirusa, ale powodujące przy tym uszkodzenia struktur mózgowych, czego następstwem są objawy zapalenia mózgu". U chorego mogą wystąpić zaburzenia świadomości i koordynacji ruchów, a także porażenia mięśni kończyn i nerwów czaszkowych. Konieczna jest hospitalizacja, która może trwać od tygodnia do roku.

Skutecznym sposobem ochrony przed kleszczowym zapaleniem mózgu jest szczepienie. "Austria, dzięki wprowadzeniu powszechnych szczepień przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu, jest jedynym krajem, w którym notuje się spadek zachorowalności. W pozostałych krajach naszego regionu geograficznego liczba osób zarażonych stale wzrasta" - twierdzi dr Ilona Małecka z Katedry Profilaktyki Zdrowotnej UM w Poznaniu.

Przy rumieniu niepotrzebna immunodiagnostyka

Najczęstszą chorobą przenoszoną przez kleszcze w Polsce jest borelioza z Lyme wywoływana przez krętki Borrelia afzelii, Borrelia garinii i Borrelia burgdorferi. W latach 2006 i 2007 zarejestrowano w naszym kraju około 7 tys. przypadków boreliozy rocznie. Po przedostaniu się do skóry krętki rozprzestrzeniają się miejscowo, co często ujawnia się w postaci typowego odczynu skórnego, tzw. rumienia wędrującego (erythema migrans, EM). Rumień występuje u około 60 proc. chorych. "Do zdiagnozowania postaci skórnej boreliozy wystarczy stwierdzić, że zmiana ma średnicę powyżej 5 cm oraz charakterystyczny wygląd, czyli czerwoną obwódkę i przejaśnienie wewnątrz. Niekonieczne jest nawet zgłoszenie przez pacjenta ukąszenia przez kleszcza, bo zdarza się, że pacjent sam o tym nie wie" - mówi dr Hanna Żarnowska-Prymek.

Aby rozpocząć leczenie przy typowym rumieniu, niepotrzebne są badania immunodiagnostyczne. "Oznaczenie poziomu przeciwciał IgM i IgG warto wykonać, ale nie wcześniej niż 6 tygodni po zakażeniu, po to aby uzyskać poziom odniesienia do badań kontrolnych po leczeniu. Trzeba pamiętać, że stężenia przeciwciał przeciwko krętkom spadają bardzo powoli, nawet przez kilka lat i dlatego pierwsze badanie kontrolne wykonuje się dopiero po 3-6 miesiącach" - wyjaśnia dr Żarnowska-Prymek.

Zdarza się, że pomimo zastosowanego leczenia poziom przeciwciał skierowanych przeciwko bakteriom Borrelia nie zmniejsza się. Dlatego część specjalistów przypuszcza, że krętki mogą tworzyć w organizmie gospodarza niepoddające się antybiotykoterapii cysty, które uaktywniają się dopiero po pewnym czasie.

Uwaga na objawy grypopodobne

W ostatnich kilku latach w Polsce zgłaszano po kilka przypadków tularemii, czyli choroby wywoływanej przez 4 podgatunki bakterii Francisella tularensis, przenoszonej m.in. przez kleszcze. Zakażenie F. tularensis może mieć przebieg bezobjawowy, ale też ciężki, prowadzący do posocznicy i zgonu. "Po przedostaniu się patogenu do skóry po kilku dniach powstaje grudka, która w czasie kolejnych 2-4 dni ulega owrzodzeniu. Bakterie przenikają do okolicznych węzłów chłonnych, a stąd drogą limfatyczną do różnych narządów. W zajętych tkankach dochodzi do ogniskowej martwicy poprzedzonej naciekiem limfocytów i makrofagów, co może prowadzić do powstania ropni lub serowacenia zmian" - mówi dr Hanna Żarnowska-Prymek. Choroba zwykle zaczyna się gwałtownie, gorączką i dreszczami, które ustępują po kilku dniach, a następnie powraca z objawami typowymi dla danej postaci klinicznej.

(...)

Cały artykuł na ten temat znajduje się w Pulsie Medycyny nr 11(194) z 10 czerwca 2009 r. 

   Stopka autorska:
Autor: Marta Koton-Czarnecka

Artykuł opublikowany w numerze: 11 (194)
Data publikacji: 2009-06-10

Rak jelita grubego coraz częściej dotyka ludzi mło

Środa, 15 lipca 2009 r.
 
Coraz więcej młodych osób choruje na raka jelita grubego, czyli nowotwór dotychczas uważany za chorobę związaną ze starzeniem się organizmu – alarmują naukowcy amerykańscy na łamach czasopisma Cancer Epidemiology Biomarkers and Prevention (2009,18: 1695-1698).
Ostatnie analizy epidemiologiczne wskazują, że w USA generalnie zmniejsza się zachorowalność na raka jelita grubego, ale niepokojąco wzrasta częstość występowania tego nowotworu wśród osób poniżej 50 roku życia.

Ogólna zachorowalność na raka jelita grubego zmniejsza się sukcesywnie od połowy lat 80., w ostatnim roku spadła o 2,8 proc. w przypadku mężczyzn i 2,2 proc. w przypadku kobiet. Spadek częstości występowania nowotworów jelita w populacji ogólnej związany jest ze wzrostem świadomości zdrowotnej społeczeństwa i stale zwiększającym się odsetkiem osób regularnie zgłaszających się na badania profilaktyczne, m.in. na kolonoskopię.

Alarmujące wyniki przyniosły natomiast ostatnie badania naukowców z Amerykańskiego Towarzystwa Raka (American Cancer Society, ACS), w których prześledzono zachorowalność na raka jelita grubego w latach 1992-2005 w grupie osób pomiędzy 20 a 49 rokiem życia. Okazało się, że w tym przedziale wiekowym zachorowalność wzrastała każdego roku o 1,5 proc. w przypadku mężczyzn i 1,6 proc. w przypadku kobiet.

Według naukowców, zwiększająca się częstość występowania nowotworów jelita wśród młodszych osób prawdopodobnie spowodowana jest postępującą otyłością społeczeństwa oraz niewłaściwymi nawykami żywieniowym, m.in. częstymi posiłkami typu fast food.

Niezbędne są jednak dalsze badania, aby precyzyjniej określić przyczyny zwiększającej się zachorowalności na raka jelita grubego w młodym wieku.

   Stopka autorska:
Autor: dr n. biol. Marta Koton-Czarnecka
Artykuł opublikowany w numerze PULSU MEDYCYNY: - 11 (35) z 2009
Data publikacji: 2009-07-14

Ochrona skóry latem

 
Coraz większa liczba osób skarży się na dokuczliwe objawy skórne po przebywaniu na słońcu. Czas wakacji może oznaczać początek mniej lub bardziej groźnych chorób przebiegających z nadwrażliwością na światło słoneczne.
O nadwrażliwości na światło słoneczne mówimy wtedy, gdy u ludzi prowadzących normalny tryb życia dochodzi do wystąpienia objawów chorobowych lub ewentualnie zaostrzenia uprzednio istniejących objawów, pierwotnie niezwiązanych z działaniem słońca.

Nadwrażliwość uwarunkowana genetycznie

Występowanie tej grupy schorzeń uzależnione jest od zaburzenia podstawowych mechanizmów obronnych w obrębie skóry.
Jednym z najważniejszych mechanizmów chroniących nas przed słońcem jest melanina. Brak tego barwnika powoduje bardzo silną wrażliwość na promieniowanie ultrafioletowe, czego przykładem jest albinizm (bielactwo wrodzone). Albinosi wykazują wręcz dramatyczną wrażliwość na działanie słońca. Podobna nadwrażliwość występuje u osób z bielactwem nabytym.
Innym przykładem uwarunkowanej genetycznie wrażliwości słonecznej jest schorzenie o ciężkim przebiegu - xeroderma pigmentosum. U chorych osób od wczesnego dzieciństwa występują oparzenia słoneczne. Stan ten prowadzi do szybkiego rozwoju zmian barwnikowych: piegów, znamion barwnikowych, zmian przednowotworowych i wreszcie nowotworów. Schorzenie jest tak ciężkie, że do 40 roku życia przeżywa zaledwie 5 proc. pacjentów.

Fotodermatozy samoistne

Choroby skóry wywołane kontaktem ze słońcem należą do grupy tzw. fotodermatoz idiopatycznych. Mechanizm pojawienia się wrażliwości na ultrafiolet jest w tych przypadkach nie do końca wyjaśniony. Do grupy tych schorzeń należą:
- wielopostaciowe osutki świetlne - najczęstsza choroba z tej grupy. Badania ostatnich lat wykazały, że dotyczy ona ok. 10 proc. naszej populacji. Choroba charakteryzuje się występowaniem plam, grudek, pęcherzy na skórze pod wpływem słońca. Pojawieniu się tych zmian towarzyszy silny, uporczywy świąd. Zmiany występują najczęściej w okresie wiosenno-letnim. Pojawiają się w ciągu kilku, kilkudziesięciu godzin po ekspozycji na słońce.
- pokrzywka świetlna - schorzenie dość rzadkie; objawy skórne występują pod postacią bąbli, które pojawiają się po kilkunastu minutach po kontakcie ze słońcem.

Odczyny fototoksyczne i fotoalergiczne

Zaliczamy do nich wszelkie postacie nadwrażliwości na światło, będące wynikiem skojarzonego działania słońca i zewnątrzpochodnych substancji światłouwrażliwiających. Substancje te mogą być zawarte w lekach, kosmetykach, pożywieniu.

Przewlekłe posłoneczne zapalenie skóry

Zespół zmian chorobowych klasyfikowanych pod tą nazwą występuje u ponad 90 proc. mężczyzn powyżej 60 r.ż. W chorobie tej obserwuje się przewlekłe zmiany zapalne skóry w okolicach odsłoniętych. Dodatkowym czynnikiem nasilającym uciążliwe objawy jest częste współistnienie u tych pacjentów alergii na metale, środki chemiczne, konserwanty i zapachy.

Porfirie i inne

Porfirie to grupa chorób, w których dochodzi do zaburzeń metabolizmu porfiryn, związków chemicznych występujących w większości komórek organizmów żywych. Niektóre choroby skórne zaostrzają się pod wpływem słońca, do najgroźniejszych z nich należy toczeń rumieniowaty.

Jak sobie radzić z nadwrażliwością

- Pamiętajmy, że przyjmowanie doustne dużej ilości środków chemicznych (np. barwniki, konserwanty) i leków oraz stosowanie na powierzchnię skóry substancji światłouczulających, takich jak leki czy kosmetyki zawierające substancje zapachowe, zioła, barwniki, sprzyja negatywnym skutkom promieniowania ultrafioletowego. Szczególnie niebezpieczne w takich przypadkach są leki obniżające ciśnienie krwi, antybiotyki, leki przeciwbólowe i antyarytmiczne.
- Jeśli pracujemy na działce i mamy kontakt z środkami chemicznymi, np. ochrony roślin, używajmy rękawic ochronnych. Zaraz po zakończonej pracy należy dokładnie umyć skórę w miejscach odsłoniętych (dłonie, twarz, szyja), także wtedy, gdy opryskiwanie roślin prowadzi nasz sąsiad.
- Podstawowym zaleceniem jest stosowanie preparatów światłoochronnych, tzw. filtrów. Wyróżniamy dwa rodzaje filtrów, zależnie od mechanizmu działania. Filtry tzw. fizyczne jedynie odbijają promienie słoneczne i mają małą siłę działania ochronnego. Należą do nich np. tlenek cynku, tlenek tytanu, krzemionka, kaolin. Drugie, tzw. filtry chemiczne, pochłaniają energię promieniowania i są bardzo wydajne. Pochłaniają nawet do 97 proc. promieniowania słonecznego.

Kremy ochronne

Każdy preparat kosmetyczny mający na celu ochronę skóry przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych musi posiadać odpowiednią "moc" ochrony. Siła działania osłonowego przed promieniowaniem typu UVB (wskaźnik ochrony przeciwsłonecznej - Sun Protection Factor, SPF) waha się od 2 do 50. Wskaźnik ten określa, ile razy dłużej możemy przebywać bezpiecznie, czyli bez oparzenia skóry, na słońcu. Pierwsze oznaki oparzenia (tzw. rumień) pojawiają się na skórze po ok. 15 minutach. Stosując krem ochronny oznaczony SPF 15 teoretycznie możemy bezpiecznie (bez oparzenia) przebywać na słońcu 15 razy dłużej.
Stopień ochrony przed promieniowaniem UVA jest bardziej skomplikowany. Zdolność kosmetyku do ochrony skóry przed promieniowaniem UVA określa się za pomocą pomiaru wywołanej przez promieniowanie UVA opalenizny natychmiastowej (Immediate Pigmentation Darkening - IPD) lub trwałej (Persistent Pigmentation Darkening - PPD), uzyskanej po ekspozycji skóry zarówno bez ochrony, jak i z zastosowaniem filtrów. IPD obejmuje zakres wartości od 10 do 90, a PPD zakres 2-28. Im wskaźniki wyższe, tym lepsza ochrona przed UVA.

Jak określić swój fototyp?

Podstawą bezpiecznego korzystania z kąpieli słonecznych jest znajomość swojego fototypu skóry, ponieważ to na jego podstawie dobieramy odpowiednio wysoki filtr przeciwsłoneczny.
Punktem wyjścia jest reakcja skóry na 45-60-minutową ekspozycję na światło słoneczne w godzinach południowych w trakcie pierwszego opalania wczesnym latem.
Wyróżniamy VI fototypów skóry:
I - zawsze pojawia się rumień, nigdy opalenizna; do tej grupy należą albinosi, rudowłosi, osoby z bardzo jasną skórą, niebieskimi oczami;
II - zawsze rumień, niewielka opalenizna; do tej grupy należą osoby o jasnej skórze, blondyni, szatyni;
III - niewielki rumień, silna opalenizna; szatyni, bruneci z jasnobrązową skórą, piwnymi oczami;
IV - nigdy rumień, silna opalenizna; karnacja skóry jest jasnobrązową, oczy ciemne, bruneci;
V - dotyczy Arabów, Indian, ludzi mieszkających w strefie podzwrotnikowej;
VI - dotyczy osób rasy czarnej (Murzynów).
Osoba z fototypem I powinna stosować preparaty światłoochronne o SPF powyżej 25; z fototypem II - ochrona bliska maksymalnej, czyli SPF powyżej 20; III - powyżej 10; IV - powyżej 8.

Zasady stosowania preparatów ochronnych

Stosujemy je co najmniej 15-20 minut przed planowaną ekspozycją na słońce! A nie, jak to się często zdarza, dopiero na plaży. Po każdych 2-3 godzinach ciągłego przebywania na słońcu lub kąpieli w wodzie należy nanieść dodatkową, nową porcję kremu. Ilość użytego kremu powinna być jak największa. Krem powinien zawierać filtry chroniące nas zarówno przed UVB, jak i UVA.
Preparaty fotoochronne obecne na rynku i godne polecenia: gama Anthelios z serią pediatryczną, produkty SVR, seria Photoderm.


Kremy z filtrem nie zabezpieczają przed czerniakiem skóry

Komentuje dr Zbigniew Nowecki, Klinika Nowotworów Tkanek Miękkich i Kości, Centrum Onkologii w Warszawie:
Zaczyna wzrastać liczba zachorowań na czerniaka wśród młodych osób. Dotychczas pacjenci, którzy się do nas zgłaszali, byli najczęściej w wieku 40-50 lat. Teraz granica wieku zaczyna się powoli przesuwać w dół. Od 2-3 lat obserwujemy ponadto więcej zaawansowanych zmian skórnych.
Najbardziej niebezpieczne jest szybkie opalanie się po dłuższej przerwie i zbyt częste korzystanie z solarium. Jako onkolog radzę unikać bezpośredniego wystawiania się na słońce w godzinach, gdy jego promieniowanie jest najbardziej niebezpieczne, czyli między 10.00 a 15.00. Można to zrobić zakładając ubranie ochronne. Nie było dotąd żadnego badania, które potwierdziłoby, że kremy z filtrem zabezpieczają przed powstawaniem czerniaka skóry. Przed rakami skóry i specyficznymi zmianami skóry - tak, ale nie przed czerniakiem.
Kremy pomagają zapobiec oparzeniom słonecznym, ale nie są niestety panaceum. Poza tym osoby, które używają kremów z filtrem, zazwyczaj przebywają na słońcu dłużej, a więc są narażone na pewną część widma promieniowania ultrafioletowego, która nie jest blokowana przez krem z filtrem.
Piękna opalenizna nie jest wyrazem zdrowia, lecz ostrzeżeniem organizmu: uwaga, pochłonąłeś już wystarczającą ilość promieniowania ultrafioletowego. Oparzenie skóry to już ostry dzwonek: za dużo tego promieniowania!
W Stanach Zjednoczonych w 2005 r. po raz pierwszy odnotowano zmniejszenie zgonów kobiet z powodu czerniaka. To efekt tego, że kobiety dokładnie się obserwują i częściej badają. Dlatego doradzam wszystkim osobom, które nadużywają kąpieli słonecznych czy opalania w solariach, by regularnie odwiedzały dermatologa lub onkologa, który dermatoskopem zbada każde znamię.

   Stopka autorska:
Autor: dr Artur Markowski,
Pomorskie Centrum Medycyny Estetycznej w Toruniu

Artykuł opublikowany w numerze: 12 (175)
Data publikacji: 2008-06-25

Świńska grypa w Polsce

Poniedzialek, 11 maja 2009 r.
 
PULS MEDYCYNY
Sekcja: Informacje
Data publikacji: 2009-05-07
Wirus A/H1N1, który wywołuje nową odmianę grypy, jest łagodny i pojawienie się go w Polsce nie jest powodem do paniki z jaką zaczynamy mieć do czynienia – uważa dr Paweł Grzesiowski z Zakładu Profilaktyki Zakażeń i Zakażeń Szpitalnych w Narodowym Instytucie Leków.
Wytyczne zastosowania leków antywirusowych ograniczone są wyłącznie do osób z grup ryzyka powikłań grypy, u innych osób, nawet gdyby choroba miała cięższy przebieg, to głównym postępowaniem jest izolacja i leczenie objawowe. Nie ma powodów do włączania Tamiflu czy Relenzy w każdym łagodnym przypadku, a już na pewno nie ma podstaw do robienia tego profilaktycznie u każdej osoby, która miała kontakt z chorym – a informacje, że takie działania są podejmowane pojawiły się w mediach.

„Póki co, włączanie leczenia antywirusowego u każdej osoby podejrzanej o zakażenie lub kontakt z chorym w Polsce jest niczym nieuzasadnione i podyktowane zwyczajną paniką i histerią, z którą niestety w niektórych kręgach mamy do czynienia. Leki przeciwwirusowe trzeba stosować z rozwagą ze względu na ryzyko oporności. Aktualne wskazania wg CDC (Centers for Disease Control and Prevention) do stosowania leków przeciwwirusowych profilaktycznie dotyczą tylko osób z grup ryzyka powikłań grypowych po bezpośrednim kontakcie z chorym oraz pracowników służb i personelu medycznego, którzy bez żadnej ochrony zetknęli się bezpośrednio z chorym” – skomentował tę informację specjalista.

Stan zdrowia 58-letniej kobiety zarażonej wirusem A/H1N1, przebywającej na oddziale zakaźnym szpitala w Mielcu się poprawia. Natomiast u jej męża i dwóch synów wykluczono obecność tego wirusa.

Jak poinformowała rzeczniczka mieleckiego szpitala Aneta Dyka-Urbańska, w piątek rano szpital otrzymał wyniki badań, które wykluczyły, by rodzina pacjentki była zarażona wirusem świńskiej grypy. Mąż i synowie opuszczą szpital prawdopodobnie jeszcze w piątek.

Natomiast sama pacjentka, która w piątek obudziła się bez gorączki, zostanie w szpitalu co najmniej do niedzieli lub poniedziałku. "Będziemy ją w tym czasie obserwować. Jak widać wirus ten naprawdę nie jest zjadliwy i dzięki szybkiemu zgłoszeniu się do szpitala pacjentka wraca do zdrowia" - powiedziała rzeczniczka.

Dyka-Urbańska dodała także, że w przypadku drugiej kobiety, która w czwartek zgłosiła się do mieleckiego szpitala z podejrzeniem zarażenia się wirusem, wstępnie oceniono, że nie ma ona w ogóle grypy. Jest to 61-letnia mieszkanka Kolbuszowej, która pod koniec kwietnia przyleciała z Chicago.

Ogółem do ośmiu wzrosła w Polsce liczba osób z podejrzeniem zakażenia wirusem A/H1N1. Na razie nie potwierdzono kolejnego przypadku zachorowania - zapewnia Państwowy Zakład Higieny.

W PZH badane są obecnie cztery próbki, a cztery mają dotrzeć tam w najbliższym czasie. Pochodzą one m.in. z Warszawy, z woj. podkarpackiego, śląskiego i małopolskiego.



Stan na 7.05.2009 r.

Minister Ewa Kopacz potwierdziła, że wykryto pierwszy w Polsce przypadek zakażenia wirusem A/H1N1, który wywołuje nową odmianę grypy. Służby sanitarne zapowiadają, że nie zostaną jednak podjęte żadne "specjalne procedury", wszystko przebiega bowiem zgodnie z planem.

58-letnia Polka, zaraziła się wirusem A/H1N1 podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Wróciła 2 maja, a do szpitala w Mielcu trafiła po tym, jak źle się poczuła.
(...)


Czytaj też o innym wirusie grypy: H5N1 (ptasiej grypy):
Działania na wypadek ptasiej grypy
Ptasia grypa: WHO ostrzega

a także:
Grypa sezonowa a przeziębienie

   Stopka autorska:
Autor: Monika Wysocka
Artykuł opublikowany w PULSIE MEDYCYNY
Data publikacji: 2009-05-07

Manifestacja kliniczna neuroboreliozy

 

 

 

PULS MEDYCYNY
Sekcja:
Postepy w medycynie
Data publikacji:
2005-06-29
Dziedzina:
Choroby zakaźne

Borelioza - najczęstsza choroba zakaźna przenoszona przez kleszcze - wywołuje sporo nieporozumień. Albo jest nadrozpoznawalna, albo nie zauważa się jej wczesnych objawów, co grozi ciężkimi powikłaniami.

R
Rezerwuarem krętków Borrelia burgdorferi w przyrodzie (stąd borelioza nazywana jest też krętkowicą kleszczową) jest zwierzyna płowa, gryzonie, ptactwo, zwierzęta nie tylko dzikie, ale i domowe. "Sam kleszcz, żerując na zwierzęciu, zakaża się od niego i następnie, kontaktując się z innym żywicielem, którym jest także człowiek, może to zakażenie przenieść" - tłumaczy dr Ewa Duszczyk z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego AM w Warszawie. Wrotami zakażenia jest skóra uszkodzona przez kleszcza, który zaraża swoją śliną i wymiocinami. Nie każde ukłucie kleszcza grozi zakażeniem, ale ryzyko wrasta wraz z długością kontaktu. Nawet jeśli on sam uległ wcześniej zakażeniu, ale kontakt z nim trwał mniej niż 12 godzin, wówczas do zakażenia nie dochodzi. Dlatego tak ważne jest szybkie usunięcie kleszcza. Bywa to o tyle trudne, że najbardziej inwazyjna jego postać - nimfa jest tak mała, że praktycznie nie widać jej na skórze. Do tego kleszcz wydziela substancje znieczulające, co sprawia, że ukłucie jest całkowicie bezbolesne.

Wczesne zmiany skórne

Jeśli zakażony kleszcz żeruje w skórze ponad 72 godziny, ryzyko infekcji jest bardzo wysokie, a gdy dostrzeżemy zmianę skórną - to niemal pewne, że nastąpiło zakażenie boreliozą. "Pierwsze objawy: zaczerwieniona grudka lub plamka, która stopniowo szerzy się na obwód, z przejaśnieniem w środku, występują z reguły w ciągu tygodnia do trzech tygodni po ukłuciu kleszcza, ale okres wylęgania może być różny: począwszy od drugiej doby, nawet do trzech miesięcy. Sama zmiana nie boli, nie swędzi, nie przeszkadza, dlatego łatwo ją przeoczyć" - ostrzega dr E. Duszczyk. Tzw. rumień wędrujący, który pojawia się po ukąszeniu przez kleszcza, to obraz wędrówki krętków Borrelia w skórze. Jego lokalizacja jest różna u dzieci i dorosłych, co wynika z różnicy wzrostu, ponieważ kleszcze przebywają na krzewach i trawach na wysokości do 1,5 m. Tak więc ukłuć kleszczy u dzieci należy szukać na głowie, szyi, w górnej części tułowia, zaś u dorosłych - od pasa w dół.
Szybkie i prawidłowe działanie pozwala zakończyć chorobę na etapie wczesnej zmiany skórnej i sprawia, że nie niesie ona ze sobą żadnych poważniejszych następstw.

Zakażenie narządowe

Trzeba pamiętać jednak o tym, że choć nie leczony rumień znika, to nie dlatego, że pacjent jest zdrowy. "Bakterie dostają się do krwi lub chłonki i dochodzi do zmian rozsianych - to etap wczesnej lokalizacji narządowej. Jego postać zależy od tego, do jakiego układu i narządu wysieją się krętki" - tłumaczy dr E. Duszczyk. Jeśli przenikną do ośrodkowego układu nerwowego, rozwija się neuroborelioza. Jeśli zaatakują stawy - wystąpi borelioza stawowa. Ale choroba może też zająć serce (kardioborelioza), gałkę oczną, wątrobę. Możliwości jest dużo.

Leczenie rozpoczęte na tym etapie jest trudniejsze i długie, i nie zawsze kończy się sukcesem. Brak konkretnych działań zwielokrotnia ryzyko powikłań i nieodwracalnych zmian w organizmie. Na etapie boreliozy późnej powrót do zdrowia jest już bardzo utrudniony, ponieważ często dochodzi do trwałych uszkodzeń.

"To moment, w którym dość często przegapia się boreliozę, nie łącząc objawów z tą chorobą. Pacjent, którego bolą stawy, zazwyczaj udaje się do reumatologa, a z zaburzeniami neurologicznymi - do neurologa. Nie zawsze pamięta się o tym, że bóle stawów lub niedowład nerwu twarzowego mogą być właśnie efektem boreliozy. Dlatego fundamentalne w rozpoznaniu tej choroby jest dobre zebranie wywiadu" - uważa dr Ewa Duszczyk.

Konieczna hospitalizacja

W Polsce najczęstszą formą choroby "odkleszczowej" jest neuroborelioza. Wynika to z obecności w naszym regionie takich genogatunków krętków, które częściej atakują układ nerwowy. Neuroborelioza u dzieci i u dorosłych różni się manifestacją kliniczną. 
(...)

Stopka autorska:

Autor: Monika Wysocka
Artykuł opublikowany w numerze: 15 (112) PULSU MEDYCYNY
Data publikacji: 2005-06-29

http://www.pulsmedycyny.com.pl/index/drukuj/6101

Lekarze alarmują ws. badań morfologicznych

 
PAP, PH/21.04.2009 17:32
Morfologia krwi to podstawowe badanie, które pozwala wykryć białaczkę, jak również wiele innych schorzeń. Niestety, od kiedy morfologia przestała być obowiązkowa dla pracowników, Polacy wykonują ją znacznie rzadziej - alarmowali lekarze na konferencji prasowej w Warszawie.
Zainaugurowano na niej kampanię informacyjno-edukacyjną "Białaczka - sprawdź, czy nie weszła ci w krew", której organizatorką jest Urszula Jaworska, założycielka fundacji pomagającej chorym na białaczki i inne nowotwory krwi, oraz ks. Arkadiusz Nowak, prezes Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, prowincjał zakonu kamilianów.

Jak przypomniał na konferencji prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant ds. hematologii, białaczki to choroby nowotworowe polegające na tym, że we krwi zwiększa się znacznie liczba krwinek białych. Dotyczą osób w każdym wieku - dzieci, młodzieży, dorosłych, osób starszych. Niektóre z białaczek rozwijają się podstępnie, całymi latami (białaczki przewlekłe), inne (białaczki ostre) rozwijają się szybko - nawet w 3-4 tygodnie.

- Podstawowym badaniem wykrywającym białaczkę jest morfologia krwi. Bez tego nie można rozpoznać tego nowotworu, bo nie daje on specyficznych objawów - powiedział prof. Krzysztof Warzocha, dyrektor Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie. Zaznaczył, że morfologię powinno się robić kontrolnie raz do roku, nawet gdy nie podejrzewa się żadnej choroby krwi.
(...)

Niebezpieczne spotkania z przyrodą.

 
......................................................................................................
Niebezpieczne spotkania z przyrodą
Data publikacji: 2005-07-13
Dziedzina: Inne
Ukąszenia owadów, żmij, pająków i kleszczy to niebezpieczeństwa m.in. letnich spotkań z przyrodą. Reakcja organizmu człowieka na ich toksyny jest zawsze indywidualna, jednak większą ostrożność w kontaktach z naturą powinni wykazywać alergicy i małe dzieci.
Reakcja na ukąszenia owadów zależy przede wszystkim od miejsca wkłucia i indywidualnej wrażliwości danej osoby. Najczęstsze są użądlenia przez pszczołę.

"W żądle pszczoły znajduje się ok. 1 miligrama jadu. Głównym sprawcą alergicznych odpowiedzi jest obecna w nim fosfolipaza A2 oraz wyzwalany przez ten enzym ciąg reakcji, w których uczestniczą swoiste IgE, cytokiny, mediatory uwalniane z mastocytów i bazofilów, jak histamina, proteoglikany, różne enzymy i czynniki chemotaktyczne - mówi prof. Danuta Prokopowicz, kierownik Kliniki Obserwacyjno-Zakaźnej Akademii Medycznej w Białymstoku. - U osoby uczulonej na jad pszczoły może nawet po ukłuciu przez jednego owada wystąpić reakcja alergiczna miejscowa lub układowa".

Typową reakcję miejscową cechuje gwałtowny obrzęk i zaczerwienienie skóry (o średnicy 2 cm lub większej) z bolesnym pieczeniem i świądem, niekiedy z pęcherzykiem wypełnionym treścią surowiczą w centrum, aż do martwicy skóry i tkanki podskórnej. Odczynem układowym może być zespół wykrzepiania wewnątrznaczyniowego (DIC), niewydolność nerek, wstrząs hipowolemiczny, arytmia serca.

Typowe objawy zespołu toksycznego to gorączka, zapaść krążeniowa, duszność aż do obrzęku płuc, pokrzywka, zawroty głowy, wymioty, drgawki, omdlenia, objawy neurowegetatywne. Szczególnie groźny jest wstrząs anafilaktyczny, prowadzący nawet do zgonu pacjenta.

W przypadku użądlenia przez pszczołę konieczne jest jak najszybsze usunięcie żądła pęsetą lub igłą, bez wyciskania, żeby nie zwiększyć ilości jadu w tkankach ofiary. Dobrą metodą jest użycie specjalnego urządzenia (aspivenin) działającego na podciśnienie. Ta pompka ssąca przydaje się też do usuwania żądeł innych owadów mających substancje toksyczne, a także kleszczy. W przypadku użądleń przez wiele owadów zaleca się ścięcie zbiorników jadowych brzytwą.

"Po użądleniu ulgę przynoszą zastosowane na zmianę skórną okłady z lodu, roztworu amoniaku oraz środki znieczulające lub antyhistaminowe. Zmiany w jamie ustne lub gardle uśmierzają lody lub picie zimnych napojów. W leczeniu ogólnym wskazane są glikokortykosteroidy, leki krążeniowe i nasercowe, rozszerzające oskrzela, moczopędne, uspokajające, przeciwhistaminowe, zawierające wapń, a także adrenalina - wymienia prof. D. Prokopowicz. - Podobne są zasady postępowania z pacjentem w przypadku ukłuć przez osy, trzmiele i szerszenie".

Jady pająka i mrówki

Ukąszenia przez pająki zdarzają się w Polsce dość rzadko. Może jednak dojść np. do kontaktu z krzyżakiem ogrodowym, którego jad zawiera toksoalbuminę. W miejscu ukłucia przez krzyżaka może powstać miejscowy odczyn zapalny: zaczerwienienie, obrzęk, świąd i bolesne pieczenie. Osoby nadwrażliwe mogą dodatkowo czuć się osłabione, cierpieć na bóle głowy, stawów, brzucha, wylewy podskórne, hipotonię. "Do leczenia reakcji miejscowej wystarczą zimne okłady, jedynie przy nadwrażliwości i reakcji ogólnej wskazane są glikokortykosteroidy" - zauważa prof. D. Prokopowicz.

Nieprzyjemne bywają też kontakty z mrówkami, których jad zawiera przede wszystkim kwas mrówkowy. Reakcją na ukąszenie mrówki jest krótkotrwałe, bolesne pieczenie bez zmian skórnych, wykwity typu pokrzywki lub pęcherzyk z zaczerwienieniem wokół, pieczenie bolesne i gwałtowne, czasem świąd. Zmiany te znikają w ciągu 45 minut. Pęcherzyk może zmienić się w krostę, pozostającą na ciele 30-70 godzin. Może też dojść do zakażenia, a dodatkowe zmiany skórne mogą spowodować uogólnioną posocznicę. Objawami ogólnymi bywają niepokój i poczucie zagrożenia. Atak mrówek może być groźny dla alergików. "W leczeniu wskazane są zimne okłady i roztwory alkalizujące (np. z amoniakiem) na skórę, niekiedy glikokortykosteroidy zastosowane miejscowo i ogólnie" - mówi prof. D. Prokopowicz.

Po ukąszeniu przez żmiję

Jedynym polskim wężem jadowitym jest żmija zygzakowata, a skutki jej ukąszenia zależą od wielu czynników. Najgroźniejsze są ukąszenia w twarz, szyję, kark, krocze, a także u dzieci i osób starszych. Wiadomo też, że im młodsza żmija, tym jad bardziej toksyczny. Rokowania zależą również od czasu udzielenia pierwszej pomocy, wyboru metody leczenia i czasu jego wdrożenia, kondycji zdrowotnej chorego przed kontaktem ze żmiją.

"Wbrew powszechnej opinii, tylko połowa ukąszonych przez żmiję zygzakowatą wykazuje objawy toksyczne. Odsetek zatruć śmiertelnych wynosi poniżej 1 proc." - mówi prof. D. Prokopowicz. Objawy zatrucia jadem żmii to m.in. niepokój, zawroty, bóle głowy, bladość powiek, gorączka, przyspieszone tętno, zapaść, zmiany narządowo-układowe, porażenia ośrodka oddechowego, obrzęk mózgu, martwica tkanek, niedokrwistość hemolityczna z niewydolnością nerek, uszkodzenie wątroby, serca, zapalenie węzłów chłonnych. Na ciele pacjenta widać ślad po ukłuciu przez zęby jadowe, obrzęki i sinoczerwone zabarwienie skóry w tej okolicy, przechodzące w martwicę, wylewy podskórne, czerwone smugi pełzające od miejsca ukąszenia.

"Najogólniej można stwierdzić, że zależnie od gatunku węża, jego jad u człowieka może wywołać różne zmiany narządowe i układowe, a przede wszystkim następstwa mózgowe, sercowo-naczyniowe, oddechowe, nerkowe, krzepnięcia (DIC) i inne" - zauważa prof. D. Prokopowicz.

Pierwsza pomoc po ukąszeniu przez węża to unieruchomienie części ciała, gdzie nastąpiło ukąszenie, o ile to możliwe bezruch poszkodowanego, odessanie trucizny z rany za pomocą bańki lekarskiej, rozgrzanej butelki lub ustami. Ten ostatni sposób ostatnio nie jest polecany. Wskazany jest zimny okład na okolice ukąszenia, można podać kawę lub herbatę, które wspomagają krążenie. Trzeba też starać się uspokoić poszkodowanego, gdyż stres pogłębia skutki ukąszenia. Ofiarę należy jak najszybciej przetransportować do szpitala, który dysponuje swoistą surowicą.

Kleszcz - pamiątka z lasu

Po powrocie z lasu czy parku na pewno warto obejrzeć całe ciało pod kątem obecności kleszczy. "Nawet jeśli nie znaleźliśmy kleszcza wbitego w skórę, musimy obserwować ciało przez 2-3 dni, gdyż bywa, iż kleszcz schowa się w ubranie i wbija się w skórę dopiero po tym czasie - mówi dr Anna Grzeszczuk z Kliniki Obserwacyjno-Zakaźnej AMB. - Usuwanie kleszcza powinno odbywać się przy użyciu tępej pęsety lub specjalnego aparatu na podciśnienie. Miejsce wkłucia trzeba obserwować jeszcze przez dwa tygodnie. Po ukłuciu niekiedy występuje niewielki odczyn zapalny (1-2 cm). Gdy pojawi się w tym miejscu rumień o średnicy ponad 5 cm, może to świadczyć o boreliozie".

Objawy kleszczowego zapalenia mózgu (kzm) w pierwszym etapie choroby są bardzo podobne do grypy. Z reguły prawidłowe rozpoznanie ustalane jest wtedy, gdy choroba wchodzi w drugi etap i pojawiają się bóle głowy, gorączka, wymioty, nudności, utrata przytomności i zespół objawów neurologicznych.
Leczenie boreliozy i kzm powinno odbywać się pod kierunkiem specjalistów.

Skutki niemycia jagód

Jagody i leśne poziomki mogą być źródłem zakażenia bąblowicą - występującą na całym świecie chorobą odzwierzęcą spowodowaną przez larwalną postać tasiemca wieńcogłowego. Jednymi z głównych nosicieli pasożyta są lisy, istnieje więc spore niebezpieczeństwo zanieczyszczenia owoców leśnych jajami tasiemca wydalonymi przez te zwierzęta. Przed chorobą ustrzec może staranne mycie leśnych owoców oraz mycie rąk po zabawie ze zwierzętami.

"W Polsce mamy do czynienia z zarażeniami dwoma rodzajami bąblowców: jednojamowym i wielojamowym - mówi dr A. Grzeszczuk. - Choroby znane są od lat, ale ze względu na rzadkie występowanie, często nastręczają trudności diagnostyczne i terapeutyczne. Te dwie choroby mają zupełnie inny przebieg, charakter i inne jest w ich przypadku rokowanie".

Do zarażenia bąblowicą jednojamową może dojść po kontakcie z psem czy zanieczyszczoną jajami pasożytów ziemią. Połknięte jajo uwalnia w żołądku larwę, która wędruje do narządów wewnętrznych i osiada najczęściej w wątrobie w postaci torbieli. Nie daje ona żadnych dolegliwości i z reguły jest wykrywana przypadkowo, np. w czasie USG. Chorobę można też wykryć przez przeprowadzenie badań serologicznych na obecność przeciwciał. W leczeniu tego typu bąblowicy stosuje się pochodne benzimidazoli.
"Może też być stosowane leczenie operacyjne, ale chorzy niechętnie się na nie godzą, bo są przecież leki przeciwpasożytnicze" - mówi dr A. Grzeszczuk.

Bąblowica wielojamowa także może nie dawać żadnych objawów albo chory może odczuwać bóle w okolicy wątroby, ucisk na drogi żółciowe.
W tym przypadku guz rozwija się w wątrobie, jest nieostro odgraniczony od otoczenia, mogą w nim tworzyć się zwapnienia. Prawidłową diagnozę można postawić na podstawie badań USG, tomografii i rezonansu magnetycznego - mówi dr Anna Grzeszczuk. - Badania serologiczne rozszerza się o antygeny specyficzne dla bąblowca wielojamowego. Badania takie wykonywane są w Instytucie Medycyny Morskiej i Tropikalnej w Gdyni. W naszej Klinice Obserwacyjno-Zakaźnej oceniamy profil lipidowy i obrazy spektroskopii rezonansu magnetycznego tej zmiany".

Według dr Anny Grzeszczuk, do tej pory w Polsce rozpoznano ok. 50 przypadków zachorowania na bąblowicę. "Rzadkość jej występowania sprawia, że lekarze przeważnie popełniają błędy diagnostyczno-lecznicze. Najczęstszymi są wykonywanie laparoskopii, laparotomii i biopsji wątroby bez osłony leków przeciwpasożytniczych. Takie postępowanie prowadzi do jatrogennego rozsiewu pasożytów i powinno być absolutnie przeciwwskazane. Jeśli mamy stwierdzony guz wątroby, należy skontaktować się z wysokospecjalistycznym ośrodkiem chorób wątroby, aby ocenić, czy zmiana jest do całkowitej resekcji, nakłuwanie zmian ogniskowych w wątrobie prowadzi bowiem do ich rozsiewu i przyspieszenia śmierci chorego". 

 Stopka autorska:
Autor: Urszula Ludwiczak, Białystok
Artykuł opublikowany w numerze: 16 (113) PULS MEDYCYNY
Data publikacji: 2005-07-13

Używaj termometru aż do zepsucia

Czwartek, 2 kwietnia 2009 r.
 
Sekcja: Informacje
Data publikacji: 2009-04-02
„Zarówno termometry, jak i inne urządzenia pomiarowe z rtęcią (np. ciśnieniomierze) mogą być wykorzystywane w przychodniach, szpitalach czy domach aż do ich zużycia” – uspokaja Joanna Kilkowska, p.o. prezesa Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, wiceprezes ds. wyrobów medycznych tej instytucji.
3 kwietnia 2009 r. minie termin wprowadzenia do obrotu zawierających rtęć termometrów lekarskich oraz innych urządzeń pomiarowych przeznaczonych do powszechnej sprzedaży (np. manometrów, barometrów, sfigmomanometrów, termometrów inne niż lekarskie).

„Wyroby, które przed tym terminem znalazły się w obrocie, czyli także w obiegu handlowym w aptekach, sklepach zaopatrzenia medycznego, hurtowniach itp., jak również w użytku np. w szpitalu lub w domu bezpośrednio przez pacjenta, nie podlegają wycofaniu”- podkreśla Artur Fałek, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji MZ.

Ograniczenia na wyroby zawierające rtęć nakłada unijna dyrektywa 2007/51/WE (Dz.U. UE L 257 z dnia 3 października 2007 r.) oraz rozporządzenie Ministra Gospodarki w sprawie ograniczeń, zakazów lub warunków produkcji, obrotu lub stosowania substancji niebezpiecznych zmienione 3 października 2008 r. (Dz.U. Nr 190, poz. 1163).

„W przepisach nie ma mowy o wycofywaniu termometrów z używania. Do czasu ich zepsucia, termometry rtęciowe będą mogły być wykorzystywane w domach, przychodniach, szpitalach i wszędzie tam, gdzie dotychczas były stosowane” – dodaje Joanna Kilkowska.

Termometry rtęciowe będą mogły być też po 3 kwietnia br. sprzedawane w aptekach, aż do wyczerpania zapasów. Tyle tylko, że te zapasy znikają lub już zniknęły. „Zainteresowanie pacjentów termometrami rtęciowymi, zwłaszcza w ostatnim czasie, jest ogromne, więc chciałam je zamówić w hurtowni, ale tam już ich nie ma” – mówi mgr farm. Agata Marcinkowska, kierownik stołecznej „mojej apteki”. Teraz może zaproponować pacjentom jedynie termometry bezrtęciowe (zawierające alkohol) lub elektroniczne. Podkreśla, że dla pacjentów szukających starego typu termometrów ważna była ich dokładność i łatwość pomiaru oraz oczywiście cena. „Kosztowały 3-5 zł, podczas gdy te z alkoholem ok. 19 zł, elektroniczne od 10 do 30 zł, a ich wariant douszny nawet ok. 100 zł” – podkreśla farmaceutka.

Zgodnie z definicją z ustawy o wyrobach medycznych, wprowadzenie do obrotu oznacza odpłatne lub nieodpłatne przekazanie po raz pierwszy produktu przez wytwórcę innym podmiotom w celu jego używania lub dystrybucji na terytorium państwa członkowskiego UE. Od 3 kwietnia 2009 r. nie można będzie importować termometrów lekarskich zawierających rtęć na obszar UE, a wytwórcy mający siedzibę w UE nie mogą wprowadzać na rynek ich nowych dostaw.



  Stopka autorska:
Autor: Marta Koton-Czarnecka
Edyta Milewska

Artykuł opublikowany w numerze PULSU MEDYCYNY
Data publikacji: 2009-04-02

Badania przesiewowe słuchu u dzieci.

Prof. Henryk Skarżyński, przewodniczący Komitetu Patofizjologii PAN, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie, zaprezentował na konferencji w dniu 16 lipca br. wyniki badań przesiewowych słuchu u dzieci, wykonywanych od marca do czerwca 2008 r.


Badaniami objęto dzieci w wieku 7 lat z terenów wiejskich i małych miast w województwach Polski wschodniej. Monitoring przeprowadził Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu przy udziale Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego i Stowarzyszenia Przyjaciół Osób Niesłyszących i Niedosłyszących „Człowiek-człowiekowi”. Program badań realizowano w gminach wiejskich i miejsko-wiejskich (do 5 tys. mieszkańców) w województwach: lubelskim, małopolskim, mazowieckim, podkarpackim, podlaskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim. Przebadano 80592 dzieci i stwierdzono: u 19,4% obwodowe i centralne zaburzenia słuchu, u 33% okresowe lub stałe szumy uszne. Warto zwrócić uwagę, że u 59,5% dzieci z wykrytymi zaburzeniami słuchu, rodzice nie zauważyli wcześniej żadnych problemów ze słuchem.
Obserwacje kliniczne wykazują, że problemy ze słuchem u młodszych dzieci związane są głównie z nawracającymi infekcjami górnych dróg oddechowych. U dzieci starszych są to już uszkodzenia trwałe, które same nie ustępują i wymagają wielospecjalistycznego leczenia. Szumy uszne zgłaszane są przez prawie 30% dzieci, co wskazuje, że jest to poważny problem medyczny, który nie diagnozowany i nie leczony powoduje utrudnione funkcjonowanie w środowisku domowym i szkolnym oraz negatywnie wpływa na rozwój psychoruchowy dziecka.
Profesor Henryk Skarżyński zwrócił uwagę, że badania epidemiologiczne i przesiewowe słuchu prowadzone od wielu lat w Polsce pokazują, iż średnio co trzecia osoba ma problemy ze słuchem, a co szóste dziecko w wieku szkolnym ma zaburzenia słuchu. Na tysiąc nowo narodzonych, od 2 do 4 dzieci ma poważne zaburzenia słuchu. Wczesne wykrycie wad słuchu i zastosowanie odpowiedniego leczenia pozwala uzyskać zadawalające efekty w 92% przypadków oraz blisko czterokrotnie obniżyć koszty leczenia w porównaniu z kosztami opóźnionej terapii.

.......................................................

Informacja ze strony internetowej PAN podana też przez Puls Medycyny nr 7 z 2008r.

Szum w uszach

Piątek, 3 października 2008 r.

 

Szum w uszach

 PULS MEDYCYNY Sekcja: Postepy w medycynie

Data publikacji: 2008-05-28
Dziedzina: Pediatria , Inne

 Jakie jest postępowanie w przypadku szumów usznych?

Na pytanie odpowiada prof. Henryk Skarżyński z Międzynarodowego Centrum Słuchu i Mowy w

Kajetanach k. Warszawy:

Szum uszny nie jest chorobą, lecz objawem najczęściej niewielkich zmian w uchu wewnętrznym. Rzadko, bo mniej niż w 10 proc. przypadków, współistnieje z określonymi schorzeniami. W każdym przypadku szumu usznego wymagana jest diagnostyka audiologiczna w celu wykluczenia zmian organicznych wymagających zdecydowanej interwencji lekarskiej.
Szumy uszne powstają wewnątrz drogi słuchowej i są wynikiem nieprawidłowej aktywności układu nerwowego. Do ich wystąpienia dochodzi najczęściej w wyniku zmian w uchu wewnętrznym. Uważa się, że w 80 proc. przypadków źródłem szumów usznych jest nieodwracalne uszkodzenie komórek słuchowych w ślimaku. Uszkodzenie komórek słuchowych bywa czasami tak niewielkie, że nie daje jeszcze widocznych objawów niedosłuchu, natomiast wywołuje już zmienioną aktywność neuronalną.
W ośrodkowym układzie nerwowym istnieją wyjątkowo czułe mechanizmy wykrywające wszystkie nowe sygnały, a szczególnie te, które mogą informować o niebezpieczeństwie, zagrożeniu zdrowia czy życia lub wiążą się z emocjami. Takie informacje zawsze dotrą do naszej świadomości. Szumy uszne całkowicie spełniają te warunki.
W proces odczuwania szumu zaangażowany jest nie tylko układ słuchowy, ale również inne struktury ośrodkowego układu nerwowego, takie jak układ limbiczny, odpowiedzialny za emocje oraz autonomiczny układ nerwowy, odpowiedzialny za reakcje obronne.
Przyczyny szumów usznych są różne w zależności od wieku pacjenta. U dzieci jest to na ogół następstwo przebytych stanów zapalnych w obrębie górnych dróg oddechowych, przewlekłego wysiękowego zapalenia ucha środkowego, alergii, zaburzeń czynności trąbki słuchowej lub przerostu migdałka gardłowego. W grupie nastolatków szumy są zwykle skutkiem urazu akustycznego hałasu, stresu emocjonalnego. Zbyt głośne dźwięki spowodowały uszkodzenie komórek słuchowych w obrębie ślimaka (ucha wewnętrznego). U dorosłych szumy w uszach mogą również być następstwem wszystkich wyżej wymienionych stanów, ale mogą też mieć związek z zaburzeniami ukrwienia w obrębie ucha wewnętrznego czy wyższych poziomów drogi słuchowej spowodowanych miażdżycą naczyń krwionośnych i nadciśnieniem tętniczym. Szumy uszne częściej występują u osób ze zmianami zwyrodnieniowymi w kręgosłupie szyjnym oraz z zaburzeniami czynności tarczycy. Szumy mogą być skutkiem powikłań pogrypowych, a także pojawić się po zażyciu niektórych leków, narkotyków. Niewątpliwie postępujące zanieczyszczenie środowiska naturalnego związane z rozwojem cywilizacji i wszechobecny hałas także przyczyniają się do rozprzestrzeniania się tej dolegliwości.
Szumy uszne powinny być leczone, aby umożliwić pacjentom normalne funkcjonowanie. Metoda habituacji, znana jako tinnitus retraining therapy (TRT), uznawana jest obecnie za najskuteczniejszy sposób radzenia sobie z szumem usznym. Poprzez trening dróg słuchowych zmierza do tego, by szum stał się doznaniem możliwie jak najbardziej obojętnym dla pacjenta i jednocześnie jak najmniej uświadamianym.
Inne metody terapeutyczne używane w terapii szumów usznych, których skuteczność jest nieporównywalnie mniejsza, to leki naczyniowe, poprawiające metabolizm niedokrwionych tkanek, leki ziołowe, homeopatyczne, uspokajające, nasenne, psychotropowe. Tam, gdzie możemy poprawić słuch operacyjnie (zabiegi wykonywane na uchu środkowym w takich schorzeniach, jak np. wysiękowe zapalenie ucha środkowego, otoskleroza, tympanoskleroza czy przewlekłe zapalenie ucha środkowego), zazwyczaj w dużym odsetku udaje się zlokalizować lub znacznie zmniejszyć dokuczliwość szumu. Jeszcze inne metody, takie jak: elektrostymulacja (podawanie za pomocą elektrody założonej do przewodu słuchowego małych prądów pobudzających szlak słuchowy), maskowanie (zastosowanie urządzeń, które generują szum zagłuszający szum własny chorego), biostymulacja laserowa czy hiperbaryczne komory tlenowe są również stosowane w terapii szumów usznych, choć ich skuteczność jest znacznie mniejsza niż metody TRT. 
  

 Stopka autorska:
Autor: prof. Henryk Skarżyński,
Międzynarodowe Centrum Słuchu i Mowy w Kajetanach k. Warszawy

Artykuł opublikowany w numerze: 10 (173) PULSU MEDYCYNY
Data publikacji: 2008-05-28

 
Załącznik: Szum w uszach

Profilaktyka przeciwmiażdżycowa a zaburzenia seksu

Środa, 3 września 2008 r.

 
 

Profilaktyka przeciwmiażdżycowa a zaburzenia seksualne

PULS MEDYCYNY    Sekcja: Postepy w medycynie

Data publikacji: 2008-05-14
Dziedzina: Kardiologia  

 Zadowolenie z życia płciowego jest jednym z elementów jakości życia. W sytuacji, gdy jest ono coraz dłuższe, problemem stają się choroby pojawiające się wraz z postępującym wiekiem, w tym m.in. zaburzenia seksualne.Czy istnieje możliwość zapobiegania tym zaburzeniom, aby jak najdłużej zachować sprawność i dobre samopoczucie? Na to pytanie próbowali znaleźć odpowiedź lekarze z Katedry Andrologii i Endokrynologii Płodności Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (kierownik prof. dr hab. med. Krzysztof Kula), przeprowadzając w latach 2002-2007 badania określające dynamikę procesów starzenia u mężczyzn oraz czynniki, które na to wpływają.

Zaburzenia erekcji częstsze u Polaków?

Jednym z częściej występujących zaburzeń seksualnych u mężczyzn są zaburzenia erekcji. Badania wykazały, że po 40 r.ż. częstość występowania tych zaburzeń zwiększa się wraz z wiekiem. Stwierdziliśmy je u 4,2 proc. 40-latków, 19,9 proc. 50-latków, 37,7 proc. 60-latków i 62 proc. 70-latków, jednak u młodych mężczyzn występowały one także z dużą częstością: 31,4 proc. 20-latków oraz 18,7 proc. 30-latków. Ważne wydaje się to, że aż 50 proc. młodych mężczyzn w Łodzi (20-39 lat) zgłaszało występowanie różnie nasilonych zaburzeń erekcji. W badaniach przeprowadzonych w 2000 roku we Włoszech zaburzenia te stwierdzono jedynie u 2 proc. mężczyzn w wieku 20-39 lat, a w amerykańskich badaniach National Health and Social Life Survey (1992 r.) u 7 proc. mężczyzn między 20 a 29 rokiem życia i 9 proc. mężczyzn między 30 a 39 rokiem życia.

Sygnał zmian miażdżycowych

Wyniki wielu zagranicznych i polskich badań wskazują, że u mężczyzn po 40 r. ż. najczęstszą przyczyną zaburzeń erekcji jest miażdżyca. Wczesne zmiany miażdżycowe rozwijają się już w dzieciństwie, a objawy kliniczne, które mogą być przyczyną zgonu (zawał serca i udar mózgu), występują częściej po 40 r.ż. Okazało się, że zaburzenia erekcji mogą być pierwszym objawem wskazującym na rozwój uogólnionych zmian miażdżycowych, który pojawia się średnio na 39 miesięcy przed objawami ze strony układu sercowo-naczyniowego. Naczynia tętnicze prącia mają mniejszą średnicę w porównaniu z naczyniami wieńcowymi, dlatego objawy zwężenia ich światła ujawniają się jako pierwsze, przed chorobą wieńcową. Uważa się, że impotencja może być ważną wskazówką diagnostyczną zmian miażdżycowych.
U młodych mężczyzn w wieku 20-39 lat, mieszkańców łódzkiej aglomeracji miejskiej stwierdziliśmy wysoką częstość występowania wielu czynników ryzyka rozwoju miażdżycy jednocześnie. W całej grupie badanych co najmniej trzy czynniki ryzyka rozwoju miażdżycy wystąpiły aż u 33,7 proc. mężczyzn (20-latkowie - 22,7 proc., 30-latkowie - 47,2 proc.).

Częste objawy zespołu metabolicznego

Zespół metaboliczny, czyli zespół endogennych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych według kryteriów NCEP/ATP III (III Panel Narodowego Programu Edukacji Cholesterolowej, USA) rozpoznano u 17,5 proc. mężczyzn (20-latkowie - 13,6 proc., 30-latkowie - 22,2 proc.). Jest to wyższy odsetek w porównaniu z wynikami badań epidemiologicznych przeprowadzonych w innych regionach Polski i za granicą. Konsekwencją tego stanu jest najwyższy w Polsce współczynnik zgonów mężczyzn z powodu chorób układu krążenia w powiecie miejskim łódzkim. W 2004 r. współczynnik zgonów w Łodzi wynosił 13,8/1000 mieszkańców, podczas gdy w Polsce 9,7/1000.
Jak się okazało, wiele czynników prowadzi do tego stanu. Łącznie 50 proc. badanych miało przekroczoną normę ciężaru ciała. Mężczyźni otyli w 90 proc. wykazywali otyłość brzuszną, która jest ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych. Przeciętna dieta uczestników badania nie odbiegała od sposobu żywienia stwierdzanego w Polsce. Spożywali oni w zbyt małych ilościach w stosunku do zalecanych norm produkty, które mają znaczenie w profilaktyce miażdżycy, tzn. warzywa i owoce, nasiona roślin strączkowych, ryby, mleko i produkty mleczne. W nadmiarze spożywane były za to jaja oraz wieprzowe mięso i wędliny, które charakteryzują się dużą zawartością cholesterolu i tłuszczów nasyconych.
Aż 62 proc. mężczyzn poniżej 40 roku życia miało podwyższone ciśnienie skurczowe i 21 proc. ciśnienie rozkurczowe krwi. Wśród tych mężczyzn 35 proc. prowadziło siedzący tryb życia i nie zgłaszało żadnej dodatkowej aktywności fizycznej. Tytoń paliło 57,5 proc. mężczyzn, ale najwięcej aktualnych palaczy było wśród 20-latków (34,1 proc.). Alkohol codziennie lub prawie codziennie spożywało 44 proc. mężczyzn i w tym przypadku także przodowali 20-latkowie. Aż 46,3 proc. najmłodszych mężczyzn spożywało napoje alkoholowe codziennie lub prawie codziennie.
Zespołowi metabolicznemu towarzyszą zmiany hormonalne, które mogą być przyczyną zaburzeń erekcji, takie jak zwiększona przemiana testosteronu do estradiolu oraz obniżenie stężenia testosteronu we krwi.

Zmienny poziom potrzeb i zadowolenia

Najbardziej zadowoleni ze swojego życia seksualnego byli mężczyźni w wieku 40-59 lat (ok. 94 proc.). Łączyło się to niestety z większą częstością występowania czynników ryzyka miażdżycy, mianowicie bardziej zadowoleni byli mężczyźni z większym BMI i WHR oraz niekorzystnymi, sprzyjającymi rozwojowi miażdżycy parametrami lipidogramu. Stwierdzono także występowanie wyższej satysfakcji seksualnej przy niższym stężeniu androgenów we krwi. Hipoandrogenizm może być dodatkowym czynnikiem ryzyka rozwoju zespołu metabolicznego i może prowadzić do wzrostu zachorowań na chorobę wieńcową. Okazało się jednak, że poziom satysfakcji z życia seksualnego nie stanowi ostrzeżenia przed rozwijającą się miażdżycą i jej potencjalnymi powikłaniami.
Jak wynika z badań, zaburzenia seksualne u mężczyzn poniżej 40 r.ż. występują głównie w postaci łagodnej, prawdopodobnie niezwiązanej ze zmianami organicznymi, ale o podłożu psychogennym. Jednak duża częstość występowania czynników ryzyka miażdżycy już u młodych mężczyzn oraz zmniejszanie się stężenia testosteronu wolnego wraz z wiekiem stanowią potencjalne ryzyko rozwoju cięższych postaci tych zaburzeń po 40 r.ż. Wcześnie rozpoczęta profilaktyka przeciwmiażdżycowa (leczenie hipolipemizujące, leczenie otyłości, odpowiednia dieta i większa aktywność fizyczna) może zapobiec nie tylko przedwczesnej umieralności mężczyzn, ale także zaburzeniom obniżającym jakość życia, m.in. zaburzeniom seksualnym.


Profil badań
U 488 mężczyzn w wieku od 20 do 80 lat, wybranych losowo spośród mieszkańców Łodzi, mierzono ciężar ciała, wzrost, obwód talii i bioder, ciśnienie tętnicze krwi. We krwi oznaczano stężenie cholesterolu całkowitego, frakcji LDL i HDL oraz triglicerydów, globuliny wiążącej steroidy płciowe (SHBG), gonadotropin (FSH i LH), testosteronu całkowitego i wolnego (niezwiązanego z białkami krwi), siarczanu dehydroepiandrosteronu (DHEA-S) i estradiolu. Wyliczano także wskaźnik masy ciała BMI (body mass index) i wskaźnik talia/biodra WHR (waist to hip ratio).

   Stopka autorska:Autor: dr hab. med. Jolanta Słowikowska-Hilczer,
Zakład Endokrynologii Płodności, Katedra Andrologii i Endokrynologii Płodności Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

Artykuł opublikowany w numerze: 9 (172) PULS MEDYCYNY
Data publikacji: 2008-05-14
http://www.pulsmedycyny.com.pl/index/archiwum/9454
 

Ból w dolnej części pleców

Ból w dolnej części pleców
PULS MEDYCYNY  Sekcja: Postepy w medycynie
Data publikacji: 2008-04-23
Dziedzina: Ortopedia
Bóle w dolnej części pleców stanowią częstą dolegliwość dzieci w wieku szkolnym. Ocenia się, że przed 17 rokiem życia większość uczniów doświadczyła takiego bólu co najmniej jednokrotnie, a u 5-19 proc. dzieci stanowił dolegliwość nawracającą.
Okres przyspieszonego wzrostu, duża aktywność fizyczna, palenie papierosów oraz niektóre choroby, na przykład depresja, mogą wiązać się ze zwiększonym ryzykiem występowania bólu pleców. Ponieważ dolegliwości tego typu najprawdopodobniej wiążą się z występowaniem zmian zwyrodnieniowych i bólu w wieku dorosłym, interweniować należy jak najwcześniej.
Autorzy pracy podjęli próbę zidentyfikowania rodzaju aktywności fizycznej, która u dzieci zmniejszałaby częstość występowania bólów w dolnej części pleców. Do badania zakwalifikowano 546 dzieci w wieku 14-17 lat. Uczestnicy badania wypełniali kwestionariusz zawierający pytania dotyczące występowania i charakterystyki bólu w dolnej części pleców w ciągu ostatnich 3 miesięcy (z analizy wykluczono bóle menstruacyjne) oraz rodzaju i charakterystyki aktywności fizycznej.
W trzymiesięcznym okresie objętym analizą w dobrowolną aktywność fizyczną zaangażowało się 85,7 proc. dzieci (średnio 5 godzin na tydzień), a niektóre z nich uprawiały więcej niż jeden sport. Najczęściej grano w piłkę nożną (32,8 proc.), biegano (28,8 proc.) i jeżdżono na rowerze (20,1 proc.). W tym samym okresie bólu w dolnej części pleców doświadczyło 51,3 proc. badanych, zaś w ciągu ostatnich 12 miesięcy - 60,3 proc. Aż 24,2 proc. badanych ból zmusił do ograniczenia normalnej aktywności życiowej lub nawet do zasięgnięcia porady lekarskiej.
Analiza uzyskanych danych wykazała, że występowanie bólu w dolnym odcinku pleców nie wiązało się znamiennie ani z wiekiem, ani z płcią badanych. Nie było również związane ani z uprawianiem sportu (p=0,625), ani z liczbą godzin aktywności fizycznej (p=0,133). Znamienną, pozytywną korelację stwierdzono natomiast pomiędzy bólem pleców i jazdą do szkoły samochodem (p=0,019) oraz staniem podczas przerw międzylekcyjnych (0,001). Występowanie takiego bólu było również pozytywnie skorelowane z liczbą godzin spędzonych przed telewizorem (p=0,026) i z odrabianiem pracy domowej w dzień poprzedzający wypełnienie ankiety (p=0,018). Co więcej, stwierdzono, że czas gry w piłkę ręczną znamiennie pozytywnie korelował z występowaniem bólu w dolnej części pleców (p=0,005), w tym - silnego bólu ograniczającego aktywność fizyczną (p=0,046). Podobne niekorzystne działanie miało uprawianie gimnastyki i jogging, które niekiedy powodowały ból ograniczający codzienną aktywność (odpowiednio p=0,03 i p=0,046). Z kolei korzystne działanie miały: pływanie (p=0,009) i liczba godzin gry w piłkę nożną (p=0,042).
Uzyskane przez autorów badania wyniki nie potwierdzają rozpowszechnionego przeświadczenia, że większa aktywność fizyczna zabezpiecza przed występowaniem bólu w dolnej części pleców u dzieci. Korzystne działanie w tym aspekcie ma najprawdopodobniej tylko pływanie.

Źródło: Eur. Spine J. 2008, 17: 373-379.


  Stopka autorska:

Autor: dr n. med. Monika Puzianowska-Kuźnicka
Artykuł opublikowany w numerze: 8 (171) PULS MEDYCYNY
Data publikacji: 2008-04-23

Kusi nas egzotyka, straszy malaria.

Kusi nas egzotyka, straszy malaria
PULS MEDYCYNY
Sekcja: Wywiady
Data publikacji: 2008-06-11
Dziedzina: Choroby zakaźne
W związku z coraz częstszymi wyjazdami Polaków do krajów egzotycznych, epidemiolodzy przewidują w najbliższym czasie wzrost zapadalności na choroby tropikalne w Polsce. O tym, jak się przed nimi zabezpieczyć, jaka jest rola lekarza i farmaceuty mówi specjalista medycyny morskiej i tropikalnej dr. n. med. Piotr Kajfasz z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie.
Od czego należy zacząć przygotowania do egzotycznej podróży?

- Najlepiej od wizyty u specjalisty chorób zakaźnych lub medycyny morskiej i tropikalnej. Poradnie zajmujące się problematyką medycyny podróży znajdują się przy Wojewódzkich Szpitalach Zakaźnych, stacjach sanitarno-epidemiologicznych, większych centrach medycznych. Osoby zainteresowane dowiedzą się tam o zagrożeniach zdrowotnych w tropiku oraz o aktualnej sytuacji epidemiologicznej w danym rejonie świata. Na przykład obecnie w Brazylii jest epidemia dengi, 50 tys. osób zachorowało, a ponad 100 zmarło. O tym warto wiedzieć przed wyjazdem. Samemu można też znaleźć informacje na stronach internetowych Zakładu Epidemiologii PZH i Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Co powinno znaleźć się w apteczce podróżnika?

- Samodzielnie pacjent może zgromadzić leki, które nie wymagają recepty lekarskiej - niektóre preparaty przeciwbólowe, przeciwgorączkowe, przeciwzapalne, rozkurczowe oraz środki opatrunkowe i środki odkażające.

W sprawie których leków należy skonsultować się z lekarzem?

- Oczywiście leków przepisywanych na receptę, zwłaszcza leków przeciwmalarycznych. Leki te należy przyjmować przed podróżą, w trakcie pobytu w strefie zagrożenia malarią i po podróży. Specjalista zapisze odpowiedni preparat i omówi zasady jego stosowania. Niektóre leki mają działania uboczne i niepożądane, na przykład doksycyklina wyzwala fotodermatozy, czyli uczula skórę na światło słoneczne. W tych przypadkach należy zabezpieczyć skórę kremem z wysokim filtrem ochronnym co najmniej 50+.
Warto wiedzieć, że z roku na rok narasta lekooporność zarodźców zimnicy na klasyczne, "stare" leki przeciwmalaryczne. Na szczęście, powstają nowe, skuteczne preparaty. Szczegółowe informacje o rejonach malarycznych, stopniu zagrożenia zimnicą oraz występowaniu lekooporności można uzyskać tylko od specjalisty zajmującego się tą problematyką.

Co jeszcze powinien doradzić lekarz?

- Jak zapobiegać biegunce podróżnych oraz jak ją leczyć. Lekarz z reguły przepisuje antyseptyk jelitowy, preparat przeciwbiegunkowy, spazmolityk. Informuje, jak ważne są właściwe nawodnienie i uzupełnienie elektrolitów.
Kolejną grupą leków, które warto zabrać ze sobą w podróż są środki przeciwalergiczne, zwłaszcza antyhistaminiki i preparaty wapna. Astmatycy muszą zaopatrzyć się w leki, które przyjmują codziennie lub doraźnie: beta-mimetyki, steroidy wziewne itp.

A jak zabezpieczyć się przed ukąszeniami komarów, które przenoszą kilka groźnych chorób tropikalnych?

- W aptekach i drogeriach jest duży wybór repelentów, czyli środków odstraszających owady. Są one skuteczne, pod warunkiem przestrzegania zasad ich używania. Należy pamiętać, że po kąpieli w basenie czy po wzięciu prysznicu preparat należy użyć ponownie. Warto też wiedzieć, że gdy jest wietrzna pogoda, repelent działa krótko, czasem tylko do 60 minut. Repelenty należy zatem stosować wielokrotnie w ciągu doby. Wyjeżdżając, nie zapomnijmy też o moskitierach. W bagażu turysty koniecznie powinien się znaleźć krem chroniący przed słońcem, najlepiej z filtrem o wysokim wskaźniku ochrony (SPF) oraz okulary przeciwsłoneczne.

Przeciwko jakim chorobom możemy się zabezpieczyć stosując szczepienia ochronne?

- Dostępne są szczepionki przeciwko żółtej gorączce, żółtaczce pokarmowej i wszczepiennej, durowi brzusznemu, poliomyelitis, zakażeniom meningokokowym, kleszczowemu zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu. Należy też pamiętać o dawce przypominającej przeciwko tężcowi i błonicy.

A jeśli jedziemy z dziećmi?

- Dzieci z reguły są lepiej zabezpieczone niż dorośli, ponieważ są immunizowane wg kalendarza szczepień. W zależności od rejonu świata, do którego się wybieramy, nasze pociechy możemy zaszczepić przeciwko żółtej gorączce, żółtaczce pokarmowej, durowi brzusznemu, zakażeniom meningokokowym.

Jak długo po powrocie z tropiku powinniśmy być wyczuleni na objawy chorobowe?

- Każde zachorowanie do dwóch miesięcy po powrocie z tropiku powinno być różnicowane z zimnicą, czyli malarią. Okres wylęgania tej choroby wynosi 2-3 tygodnie, zatem pierwsze dolegliwości często występują już po powrocie z podróży. Wstępne objawy są mało charakterystyczne i przypominają infekcje przeziębieniowe, grypopodobne. Konieczna jest szybka diagnostyka. Chory musi trafić do szpitala zakaźnego lub kliniki specjalizującej się w chorobach tropikalnych, ponieważ tylko te ośrodki dysponują możliwościami diagnostycznymi i lekami przeciwmalarycznymi.
Podstawowym badaniem diagnostycznym jest badanie mikroskopowe rozmazów krwi włośniczkowej pobranej z opuszki palca. Dostępne są także testy paskowe, immunochromatograficzne, które przydają się w warunkach dyżuru lekarskiego. W przypadku trudności diagnostycznych należy zabezpieczyć materiał do badań i zastosować leki przeciwmalaryczne.



  Stopka autorska:

Autor: Monika Wysocka

Artykuł opublikowany w numerze PULSU MEDYCYNY: PF 11(16)
Data publikacji: 2008-06-11

Wyścigi Formuły 1 dla wybranych

Czwartek, 12 czerwca 2008 r.
 
"Wyścigi Formuły 1 dla wybranych"
PULS MEDYCYNY          Sekcja: Informacje       Data publikacji: 2008-06-11
Kubicomania nie ominęła redakcji Pulsu Medycyny. Sprawdziliśmy, od czego zależy sukces na torze Formuły 1 i na jakie ryzyko wystawiony jest organizm kierowcy bolida pędzącego z prędkością 300 km na godzinę. Ustaliliśmy, że przede wszystkim musi cechować się bardzo wysokim ilorazem inteligencji i rekordowo krótkim czasem reakcji. Przydaje się też niezbyt imponujący wzrost oraz - o dziwo - umiarkowanie niski poziom agresji.
"Czas reakcji na poziomie 250 ms (milisekund) to absolutne minimum, aby móc myśleć o sobie jako o przyszłym królu wyścigowych torów" - przekonuje Jacek Lech, współwłaściciel spółki Persona, jednej z nielicznych w kraju pracowni wyspecjalizowanych w badaniu psychologicznym kierowców rajdowych i wyścigowych, a już z pewnością o najdłuższym, bo 40-letnim doświadczeniu. Kierowcy pokroju Roberta Kubicy osiągają w trakcie testów poziom 200 ms, to światowa elita. Osoba notująca zwłokę rzędu 300 ms praktycznie nie nadaje się do zawodowego prowadzenia pojazdów.

Odpowiedni poziom agresji
Znakomita szybkość reakcji na bodźce zewnętrzne to warunek konieczny, ale niewystarczający. Liczy się jak najwyższy poziom inteligencji. To właśnie wrodzone predyspozycje powodują, że szybciej "wędrują" impulsy pomiędzy mózgiem a kończynami kierowcy. Trening niewiele tutaj zmieni.
Nie bez znaczenia jest także umiarkowany poziom agresji. Za duży - to niemal pewny wypadek w sytuacji, gdy rywal na przykład nieoczekiwanie zajedzie drogę, za niski - nigdy nie przełoży się na zwycięstwa, bo taki kierowca nie ma woli walki.

Systematyczny trening
Za kierownicą bolidu, bez obawy o utratę życia z powodu nazbyt wysokich przeciążeń, może zasiąść każdy, kto przejdzie pomyślnie badania u specjalisty z zakresu medycyny sportowej. Nie wiążą się z tym wymogi trudne do spełnienia przez zdrowego, młodego sportowca. To fakt, przeciążenia rzędu 5 g - do jakich musi przywyknąć przez około dwie godziny wyścigu kierowca rajdowy - mogą być niebezpieczne dla zdrowia, a czasami nawet dla życia, ale tylko osoby, która nie jest w pełni sprawna fizycznie.
O tym, że powszechne w wyścigach F1 przeciążenia są obojętne dla organizmów wytrenowanych kierowców, jest przekonany dr Marian Pawlik, zastępca kierownika Ośrodka Badań Orzeczniczych Lotniczo-Lekarskich i Medycyny Pracy Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej. Chociaż przyznaje, że bez specjalistycznych treningów nikt nie powinien próbować swoich sił za kierownicą bolidu.
Mitem jest to, że częste przebywanie w ekstremalnych warunkach, nienaturalnych dla organizmu człowieka, może być szkodliwe. Nie ma na to naukowych dowodów. Wprost przeciwnie, uważa się, że wskazany jest systematyczny trening w warunkach odpowiadających rywalizacji podczas zawodów - dla kierowców Formuły 1, lub lotom bojowym - dla pilotów myśliwców. "Ważne jednak, aby ekstremalne przeciążenia nie trwały zbyt długo" - uzupełnia dr Marian Pawlik.
Faktem jest natomiast, że na torach wyścigowych powtarzane co kilka sekund i liczone w tysiącach manewry dynamicznego przyspieszania i hamowania powodują ekstremalne obciążenia kręgów szyjnych. Głowa kierowcy wraz z kaskiem może zamiast 7,0-7,5 kg ważyć, bagatela, ponad 40 kg. Nic więc dziwnego, że odpowiedzialną funkcję w wyścigowej jeździe pełnią mięśnie karku. Długotrwałe pływanie stylem klasycznym to najlepszy sposób na wzmocnienie tych partii mięśni. Sam trening jednak nie wystarczy. Dodatkowym zabezpieczeniem szyi są specjalne wzmocnienia, które ograniczają liczbę stopni swobody w obszarze ruchu głowy. Bez wspierających się na barkach ?rusztowań" poważna kontuzja jest niemal pewna.

Przeciążenia, kto to wytrzyma?
Prawdziwe problemy zaczynają się wraz z przeciążeniami sięgającymi 15-20 g. Czy muszą się ich obawiać kierowcy bolidów? Niestety tak, ale tylko wtedy, gdy droga hamowania z 200 km/h do zera następuje w trakcie jednej sekundy. Tak jest w czasie zderzenia z przeszkodą.
Robert Kubica przeżył taki wypadek w 2007 roku na torze w Montrealu. Po odczytaniu czarnej skrzynki okazało się, że szczytowa wartość przeciążenia sięgała 28 g. Niektórzy eksperci oceniają, że mogło to być aż 40 g!
Organizm kierowcy w trakcie kolizji staje przed nie lada wyzwaniem, nawet gdy nie wystąpią żadne zewnętrzne uszkodzenia ciała. Przede wszystkim człowiek doznaje wstrząśnienia mózgu w wyniku przesunięcia tkanki miękkiej, może też nastąpić stłuczenie serca i płuc. Poza tym odpływ krwi z mózgu grozi utratą przytomności, a gdy wstrzymane zostanie ukrwienie gałek ocznych, powstają zaburzenia widzenia, może nawet dojść do utraty wzroku.
Człowiek jest w stanie poradzić sobie z przeciążeniami rzędu 20 g, a niepożądane skutki, o ile wtedy wystąpią, są sprawą indywidualnych predyspozycji organizmu.

Idealne wymiary
Pudzian, przy swojej sylwetce, jest stracony dla Formuły 1. Idealny kierowca bolidu powinien mieć punkt ciężkości ciała umiejscowiony jak najniżej. Powód jest jeden - zapewnienie możliwie największej stabilności superlekkiej maszynie, która przy wadze 600 kg ma moc 900 KM. Nie można zaniedbać żadnego szczegółu, a więc pilnuje się nie tylko tego, aby jak najniżej posadowić kierowcę, ale także aby on sam nie rozwijał zbytnio muskulatury klatki piersiowej. Dyskwalifikujące może być podniesienie środka ciężkości o centymetr lub dwa. Ręce kierowcy powinny być silne, bo muszą precyzyjnie prowadzić bolid (utrzymanie kierownicy podczas przeciążeń wymaga siły 40 kg). Podobnie nogi, ale w przypadku dolnych kończyn nie jest już wymagany niedowład muskulatury. Wręcz przeciwnie, polecane są treningi na siłowni. W trakcie wyścigu kierowcy nierzadko wykonują ponad 200 ostrych hamowań, za każdym razem naciskając pedał hamulca z siłą około 80 kg.

Kierowcy dużo piją!
Adrenalina odgrywa decydującą rolę w mechanizmie. Reakcja człowieka na zagrożenie objawia się przyspieszonym biciem serca, wzrostem ciśnienia tętniczego krwi, rozszerzeniem oskrzeli i źrenic.
Tętno kierowcy w trakcie wyścigu F1 często przekracza 210 uderzeń na minutę. To dużo, ale podobny wysiłek towarzyszy na przykład kolarzowi uczestniczącemu w nawet niezbyt forsownym treningu. "To nie powód, aby uważać sport motorowy za niebezpieczny" - wyjaśnia w rozmowie z Pulsem Farmacji dr Ryszard Karbowicz, od wielu lat współpracujący z Polskim Związkiem Motorowym w zakresie badań lekarskich kierowców rajdowych i wyścigowych.
Faktem jest, że ze zwiększonym metabolizmem wiąże się proces odwodnienia organizmu. Swoje znaczenie ma także temperatura otoczenia. W ekstremalnych warunkach pogodowych pod kombinezonem zawodnika notowano 70 stopni Celsjusza!
Kierowcy Formuły 1 podczas dwugodzinnego wyścigu tracą około 3,5 litra wody i elektrolitów. Waga ciała spada o 4-5 proc. Nie sposób uzupełnić niedobory w trakcie zawodów, zważywszy że kierowca ma do dyspozycji zazwyczaj jednolitrowy zasobnik z napojem (więcej to zbyt duże obciążenie bolidu).
I w tym momencie pojawia się zasadniczy problem - odwodnienie, które może spowodować chwilowe spadki koncentracji. Nic więc dziwnego, że na kilka dni przed wyścigiem startujący w zawodach piją jak największe ilości płynów z mikroelementami. Problemem w tym okresie jest także jedzenie, a właściwie niejedzenie. Na czarnej liście są przede wszystkim: czerwone mięso, tłuste potrawy, jaja cukier i alkohol.
Jedno jest pewne - kierowca Formuły 1 powinien być farmakologicznie czysty, bo doświadczenie uczy, że tylko wówczas funkcjonowanie organizmu człowieka na torze wyścigowym jest optymalne. To pocieszające, ale rodzi się jednak pytanie, czy trzeźwo myślący człowiek jest w stanie to wszystko wytrzymać?

Pożądane cechy kierowcy Formuły 1
- bardzo wysokie IQ
- słaba muskulatura klatki piersiowej
- silne ręce
- umięśnione nogi

Zagrożenia podczas wyścigu
- ekstremalne obciążenia kręgów szyjnych
- możliwe zaburzenia widzenia przy dużym przeciążeniu
- wysokie tętno (powyżej 210/min)
- odwodnienie

Stopka autorska:
Autor: Mirosław Stańczyk
Artykuł opublikowany w numerze: 11 (174)
Data publikacji: 2008-06-11 PULS MEDYCYNY

W Polsce udajemy, że nie ma starości

Wtorek, 10 czerwca 2008 r.

 
 

W Polsce udajemy, że nie ma starości

 

Sekcja: Opinie i listy   PULS MEDYCYNY 23. 04.2008

Data publikacji: 2008-04-23

 W odniesieniu do artykułu na temat badań PolSenior (Puls Medycyny 5/2008), chciałbym podzielić się swoimi przemyśleniami.
Zostałem geriatrą, gdy przed 30 laty zauważyłem, iż geriatria będzie medycyną XXI wieku i w sensie użyteczności wobec potrzebujących wygra z medycyną jednego narządu i jednej interwencji, jaką obecnie hołubi i najmocniej finansuje, rozrywany wieloma potrzebami, NFZ. W Japonii już tak się stało. W UE tak się dzieje. W Polsce udajemy, że nie ma problemu.
Starość otwiera drogę wielu chorobom - nadciśnieniu, cukrzycy, problemom stawowym, zaburzeniom snu, które powoduje stałe zażywanie leków. Panowie leczą choroby prostaty, panie nietrzymanie moczu. Pojawiają się problemy z pamięcią, nastrojem, równowagą, zaczynamy chodzić wolniej, konsumujemy coraz więcej leków, z powodu mniejszej sprawności ruchowej i poznawczej rzadziej uczestniczymy w życiu rodzinnym i społecznym. Częściej oglądamy telewizję, słuchamy radia. Coraz większą przyjemność stanowią słodycze, co często jest przyczyną nadwagi, a nawet otyłości. Z wiekiem ubywa zasobów zdrowia, a rośnie prawdopodobieństwo kryzysu zdrowotnego, który nałoży się na kilka przewlekłych chorób. I tak stopniowo stajemy się drożsi dla płatnika. Tymczasem oferta ze strony NFZ dla osób starszych jest analogiczna jak dla osób w średnim wieku, co jest zupełnie bez sensu.
Na starość nie mamy zagwarantowanego bezpiecznego leczenia, gdyż dostęp do specjalistów - którzy znając specyfikę starzenia określą, co jest w pogorszeniu zdrowia odwracalne i zaplanują leczenie z udziałem kilku osób (geriatra, pielęgniarka, rehabilitant, psycholog, pracownik socjalny) - jest ograniczony. System płacenia za jedną chorobę nie sprawdza się zupełnie u osób starszych z wielochorobowością, a wprowadza zagrożenie ekonomiczne zarówno dla prowadzących oddziały geriatryczne, jak i dla samych chorych (geriatrzy w Polsce mają zakaz wypisywania sprzętu rehabilitacyjnego dla swoich pacjentów, do czego komentarz jest chyba zbyteczny). (...)
Urynkowienie relacji międzyludzkich przenosi się i na okres starości. Powstają prywatne domy opieki nad osobami starszymi. W większości kierują one swoją ofertę do osób zależnych, ale chodzących i zasobnych w finanse. Problem pojawia się w przypadku osób leżących z powodu przebytego udaru bądź zaawansowanego otępienia, samotnych, ubogich. Oferta prywatna kurczy się wówczas i pozostaje publiczna opieka długoterminowa. Dla jej rozwoju niezbędne jest lepsze finansowanie, zwiększenie liczby miejsc i poprawa nadzoru nad jakością opieki .(...)
Potrzebą chwili z powodu dużej liczby osób zależnych w kraju (ok. 2,2 mln) jest uchwalenie ustawy pielęgnacyjnej, która wesprze niedofinansowany sektor opieki długoterminowej. Projekt ustawy leży w MZ od połowy ubiegłego roku i przyjaźni się z szufladami.

   Stopka autorska:Autor: dr Jarosław Derejczyk, dyrektor Szpitala Geriatrycznego im. Jana Pawła II w Katowicach

Artykuł opublikowany w numerze: 8 (171), Data publikacji: 2008-04-23

BORELIOZA - najnowsze standardy leczenia

Czwartek, 5 czerwca 2008 r.

 
 

 

 

 

 

Puls Medycyny    
Sekcja: Postepy w medycynie
Data publikacji: 2008-05-14
Dziedzina: Choroby zakaźne

W Polsce obowiązują standardy leczenia boreliozy zgodne z zaleceniami Światowej Organizacji
Zdrowia,Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Zakaźnych, European Union Concerted Action on
Lyme Borreliosis (EUCLAB) i Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. Dla czytelników Pulsu Medycyny omawia je dr n. med. Ewa Duszczyk z Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Na temat boreliozy krąży wiele mitów, zwłaszcza dotyczących rozpoznawania jej i leczenia. Wiemy, że boreliozę wywołują krętki z rodzaju Borrelia, a przenoszą ją kleszcze, dlatego zainteresowanie tą chorobą zawsze zwiększa się w okresie wiosennym, kiedy kleszcze budzą się do życia, a do lekarzy zgłaszają się pacjenci pokłuci przez te pajęczaki.

Powszechnie przyjęty jest podział na boreliozę wczesną i późną. Borelioza wczesna to faza zmiany skórnej oraz wczesne zmiany narządowe związane z rozsiewem krętków drogą krwionośną i limfatyczną. Borelioza późna objawia się przewlekłymi, trwałymi zmianami narządowymi, obserwowanymi po miesiącach, a nawet latach od ugryzienia przez zakażonego kleszcza. Obraz kliniczny boreliozy jest zróżnicowany, zależny od etapu choroby i lokalizacji narządowej.
U większości pacjentów pierwszym objawem jest rumień wędrujący. Jest to charakterystyczna pojedyncza zmiana skórna (zaczerwienienie szerzące się na obwód, z przejaśnieniem w środku), powstająca w miejscu usuniętego kleszcza w ciągu mniej więcej dwóch tygodni od ugryzienia. Jeżeli taka zmiana przekracza 5 cm, zazwyczaj możemy rozpoznać boreliozę.
W przypadku gdy zmiana nie jest typowa (tzn. owalna lub okrągła) i rośnie, powinna być traktowana jak rumień wędrujący. Pacjent z rumieniem wędrującym może i powinien być leczony przez lekarza poz. Lekiem z wyboru jest amoksycylina, a w przypadkach jej nietolerancji zaleca się doksycyklinę lub makrolidy. Na tym etapie choroby o rozpoznaniu decyduje obraz kliniczny. Nie zaleca się kierowania pacjenta na badania serologiczne. Antybiotyk podaje się przez 14-21 dni (azytromycynę przez 5 dni).

Zdarza się, że krętki przedostają się do układu nerwowego i wówczas mamy do czynienia z neuroboreliozą. Należy ją podejrzewać, gdy u pacjenta występują np. porażenie nerwu twarzowego lub ostre zespoły korzeniowe. W ostrym okresie tej choroby mogą występować zmiany w płynie mózgowo-rdzeniowym (w tym przypadku konieczne jest leczenie dożylne) lub izolowane porażenie nerwów, przy którym wystarczy doustne leczenie amoksycyliną lub doksycykliną.

Najwięcej kłopotów sprawia stawowa odmiana boreliozy. Aby ją potwierdzić, musimy zlecić dodatkowe badania, które wykluczą inne choroby, zwłaszcza reumatoidalne. Na tym etapie choroby leczenie powinien prowadzić specjalista. Choć wielu pacjentów zgłasza się do lekarza z wynikami badań, nie zawsze jest to dla nas wystarczające, gdyż samo wykrycie przeciwciał przeciwko krętkom Borelia burderorferii bez testu potwierdzenia jest niemiarodajne.

Najnowsze wytyczne dotyczące boreliozy uszczegóławiają schemat diagnozowania i leczenia tej choroby. W przypadku borrelia lymphocytoma (BL) i acrodermatitis chronica atrophicans (ACA) oraz Lyme arthritis i Lyme carditis konieczne jest dwuetapowe badanie przeciwciał w klasie IgM i IgG metodą ELISA oraz testem Western-blot. W przypadkach BL i ACA niezbędne jest badanie histologiczne zmian skórnych. Nie zaleca się stosowania w diagnostyce rutynowej metody łańcuchowej reakcji polimerazowej (PCR). Jak dotąd nie ma odpowiedniej standaryzacji.
Wykrycie przeciwciał w badaniu serologicznym, bez typowych dla boreliozy objawów klinicznych, nie upoważnia do rozpoznania boreliozy i zastosowania leczenia. 


 Stopka autorska: Autor: dr n. med. Ewa Duszczyk,
Klinika Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Artykuł opublikowany w numerze: 9 (172)
Data publikacji: 2008-05-14

 

Polskie normy ciśnienia u dzieci

Wydanie 23 maja 2008

 
 

 

Polskie normy ciśnienia tętniczego u dzieci
PULS MEDYCYNY           Sekcja: Informacje
Data publikacji: 2008-04-23            Dziedzina: Kardiologia , Pediatria

 

 

Specjaliści z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie pozyskali środki finansowe i koordynują opracowany przez siebie program OLAF, dotyczący wyznaczenia norm ciśnienia tętniczego dla populacji dzieci i młodzieży w Polsce. Do tej pory każdy region w kraju

 

 tworzył własne normy, a lekarze często korzystali z

 

opracowań amerykańskich, zupełnie nie pasujących do

 

 standardów europejskich.

 

 

Nefrolodzy do pracy

"Różnimy się trybem życia i nawykami żywieniowymi od Amerykanów. Tam jest też duże zróżnicowanie rasowe, a porównywanie budowy ciała Polaków z dziećmi innych ras nie ma sensu. Powinniśmy mieć własne, ogólnopolskie normy, według których będziemy mogli określić, jakie są: prawidłowy wzrost i masa ciała dziecka w danym wieku oraz normy ciśnienia" - mówi dr Zbigniew Kułaga, kierownik Zakładu Zdrowia Publicznego Centrum Zdrowia Dziecka, ogólnopolski koordynator projektu.
Lekarze w całej Polsce przebadają 15 tys. uczniów w wieku od 6 lat i 6 miesięcy do 18 lat i 6 miesięcy. Projekt ma być realizowany w 377 szkołach. Na początku roku przeszkolonych zostało kilkanaście zespołów z całego kraju, głównie lekarzy z klinik nefrologii dziecięcej akademii medycznych, którzy w wybranych losowo szkołach sprawdzają wzrost, masę ciała, obwód bioder i pasa, a także mierzą ciśnienie u dzieci.

Nie stresować przed pomiarem

W regionie, za który odpowiada prof. Danuta Zwolińska, koordynator programu OLAF we Wrocławiu, do badania zostało zakwalifikowanych 25 szkół. Badania prowadzą dwa zespoły lekarzy. "Muszą być spełnione pewne warunki: dzieci są badane w dniu, w którym nie mają żadnej klasówki, żeby wyeliminować czynnik stresogenny, a także w dniu, w którym nie mają wf, żeby nie wchodził w grę czynnik zmęczenia praktycznego. Pięć minut przed badaniem dziecko musi posiedzieć, odpocząć, żeby wyeliminować ruch i stres. Potem wykonywany jest pomiar ciśnienia" - mówi prof. Zwolińska. Wartości ciśnienia tętniczego mierzone są trzykrotnie, natomiast wzrost i waga dwukrotnie, aby uniknąć pomyłek. Następnie dane nanoszone są na kartę badania każdego dziecka i odsyłane do koordynatora programu w Warszawie.
Do tej pory przebadano około tysiąca dzieci. Projekt ma się zakończyć we wrześniu 2009 roku i wtedy do gabinetów lekarskich i szkolnych pielęgniarek trafią najnowsze wytyczne.

Wczesne rozpoznanie najważniejsze
Komentuje prof. Małgorzata Zajączkowska, kierownik Klinik Nefrologii Dziecięcej DSK w Lublinie:

Wcześniejsze długofalowe obserwacje wskazują, że wartości ciśnienia tętniczego i parametry rozwoju fizycznego dzieci i młodzieży ulegają zmianom wraz z postępem cywilizacji i mogą zależeć od wpływów środowiskowych. Ważną rzeczą dla zdrowia jest umiejętność przystosowawcza organizmu do zmieniających się warunków życia. Wyrazem tego jest m.in. zjawisko tzw. akceleracji (przyspieszenia) rozwoju fizycznego i psychicznego dzieci (dzięki postępowi medycyny, lepszemu odżywianiu i coraz doskonalszym metodom edukacyjnym).
Żyjemy jednak w dobie stale rosnącego tempa życia i zwiększających się obciążeń psychicznych i bywa, że bodźce środowiskowe, ich rodzaj, natężenie i szybkość działania przekraczają możliwości przystosowawcze i obronne organizmu. Wówczas rozwija się choroba. Ciągle rośnie liczba zachorowań na nerwice, obniża się dolna granica wieku pojawiania się pierwotnego nadciśnienia tętniczego u dzieci, zwłaszcza tych z nadwagą i otyłością, a najgroźniejsza spośród chorób cywilizacyjnych - miażdżyca - może mieć swoje początki już w wieku dziecięcym. Sprzyjają temu niewłaściwe odżywianie, mała aktywność fizyczna, zanieczyszczenie środowiska itp.
Nadciśnienie tętnicze i nadwaga u dzieci, mimo iż występują znacznie rzadziej niż u dorosłych, są jednak częstsze niż się przypuszcza. Nadciśnienie w populacji dziecięcej wydaje się zbyt rzadko rozpoznawane, co wynika z braku nawyku wykonywania pomiaru ciśnienia tętniczego podczas badania lekarskiego, nieprawidłowego pomiaru niewłaściwie dobranym mankietem, trudności pomiaru, szczególnie u najmłodszych dzieci, ale także z powodu trudności interpretacyjnych, wynikających z braku aktualnych norm ciśnienia tętniczego, masy ciała i wysokości należnych dla płci i wieku.
Badania OLAF mają służyć właśnie stworzeniu tzw. siatek centylowych dla badanych parametrów. Operując takimi siatkami, możliwe będzie wczesne rozpoznawanie zwłaszcza nadciśnienia pierwotnego u dzieci i młodzieży, które już w tak młodym wieku może dawać powikłania narządowe, określane u dorosłych jako choroba sercowo-naczyniowa, tym częstsze, jeśli kojarzy się z nadwagą lub otyłością.     

Stopka autorska: Autor: Monika Wysocka
Artykuł opublikowany w numerze: 8 (171)
Data publikacji: 2008-04-23

 

Nie jedź po lekach! cz. 3

PULS MEDYCYNY Sekcja: Informacje

Data publikacji: 2008-04-09
Dziedzina: Inne

 To już trzeci z kolei artykuł poświęcony lekom, które mogą negatywnie wpływać na zdolność kierowania pojazdami.Oprócz leków uspokajających, nasennych, przeciwdepresyjnych oraz przeciwpsychotycznych, niepożądany wpływ na zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów mechanicznych może wywierać wiele innych grup leków, które wpływają na funkcje ośrodkowego układu nerwowego (o.u.n.). Mogą one wywoływać sedację, senność, zawroty głowy, zaburzać proces widzenia lub działać poprzez zmniejszenie napięcia mięśni.
Niepożądane działania w tym zakresie mogą wywierać leki:
- przeciwbólowe,
- przeciwhistaminowe,
- miejscowo znieczulające,
- tryptany,
- prokinetyczne i przeciwwymiotne,
- przeciwbiegunkowe,
- przeciwcukrzycowe mogące być przyczyną wystąpienia hipoglikemii,
- leki przeciwkaszlowe.
Stosowanie wyżej wymienionych leków powinno zawsze wiązać się z przekazaniem pacjentowi informacji o ich możliwym niepożądanym wpływie na sprawność psychofizyczną.

Leki przeciwbólowe

Ryzyko pogorszenia sprawności psychofizycznej może wystąpić u pacjentów przyjmujących opioidowe leki przeciwbólowe i to zarówno słabe, jak i silne. Niepożądane działanie opioidów wiąże się z występowaniem sedacji, której mogą niekiedy towarzyszyć zawroty głowy oraz zaburzenia widzenia.
Znaczną ostrożność należy zachować także w przypadku stosowania złożonych leków przeciwbólowych zawierających w swoim składzie kodeinę, które niejednokrotnie dostępne są dla pacjentów bez recepty, co - jak wynika z naszych obserwacji - potęguje zagrożenie. Dotyczy to preparatów będących połączeniem paracetamolu i kodeiny (Solpadeine, Antidol), ibuprofenu i kodeiny (Nurofen Plus), aspiryny i kodeiny (Ascodan) oraz paracetamolu i difenhydraminy (Apap Noc).
Zdolność bezpiecznego prowadzenia pojazdów może ograniczać także nefopam, który nie działa poprzez receptory opioidowe, natomiast hamuje wychwyt zwrotny serotoniny w układzie antynocyceptywnym zstępującym. Z kolei flupirtyna (Katadolon) działa poprzez modulowanie funkcji kanałów potasowych i może być przyczyną występowania zawrotów głowy, niepokoju, drżenia, które mogą również niekorzystnie wpływać na sprawność psychofizyczną.

Leki przeciwhistaminowe

Działanie sedatywne, mogące rzutować na zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów wykazują leki przeciwhistaminowe pierwszej generacji (klemastyna, prometazyna, dimetinden, feniramina, chlorfeniramina, bromfeniramina, triprolidyna), które penetrują do o.u.n. Dodatkowo leki te wykazują efekt cholinolityczny, który może powodować zaburzenia widzenia i zawroty głowy.
Leki drugiej generacji (cetyryzyna, loratadyna, dezloratadyna, lewocetyryzyna, feksofenadyna) w znacznie mniejszym stopniu obarczone są ryzykiem wystąpienia objawów niepożądanych ze strony o.u.n. Istnieją doniesienia o niepożądanym efekcie sedatywnym po zastosowaniu preparatów cetyryzyny i loratadyny. Minimalne ryzyko związane jest ze stosowaniem feksofenadyny (Telfast), będącej substratem dla P-glikoproteiny, która kontroluje penetrację ksenobiotyków, w tym leków, do o.u.n.
Leki przeciwhistaminowe pierwszej generacji wchodzą w skład wielu preparatów złożonych stosowanych w objawowym leczeniu przeziębienia i grypy. Oto leki dostępne bez recepty, które mogą być przyczyną obniżenia sprawności psychofizycznej:
Acatar Acti-Tabs
Acatar Zatoki
Actifed
Actitrin
Cirrus
Coldrex
Disophrol
Febrisan
Fervex
Gripex
Gripex Max
Gripex Noc
Ibuprom Zatoki
Modafen
Tabcin Trend
Theraflu Extra Grip

Leki miejscowo znieczulające

Ryzyko wystąpienia upośledzenia zdolności psychofizycznej związane jest głównie ze znieczuleniem okolic głowy i szyi. Należy zatem przestrzegać pacjentów przed prowadzeniem pojazdów mechanicznych po znieczuleniu miejscowym w gabinecie stomatologicznym.

Inne leki ograniczające sprawność kierowców

Niekorzystny wpływ na zdolność do prowadzenia pojazdów mogą wywołać zażywane w przypadku migreny tryptany, a także stosowane w leczeniu cukrzycy pochodne sulfonylomocznika - z uwagi na możliwość indukowania hipoglikemii.
Działanie niepożądane w tym zakresie może być konsekwencją stosowania leków prokinetycznych oraz przeciwwymiotnych. Dotyczy to często podawanego w warunkach polskich metoklopramidu oraz trifuoperazyny (Torecan), a także setronów używanych w trakcie podawania leków emetogennych.
Leki przeciwkaszlowe zawierające kodeinę oraz butamirat (Sinecod, Supremin) nie powinny być stosowane przez prowadzących pojazdy mechaniczne.
Dekstrometorfan stosowany w dawkach terapeutycznych nie powinien wywierać wpływu na sprawność psychofizyczną kierowców, aczkolwiek w przypadku jego zlecania należy uprzedzić chorego o ewentualnych działaniach niepożądanych.
Niepożądany wpływ na sprawność kierowców można obserwować także w trakcie stosowania leku przeciwbiegunkowego loperamidu. Może on powodować występowanie zawrotów głowy, uczucia zmęczenia oraz senności.
   Stopka autorska:

Autor: dr Jarosław Woroń, adiunkt w Zakładzie Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii CM UJ oraz w Uniwersyteckim Ośrodku Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie,

nadkomisarz mgr Krzysztof Dymura, ekspert oraz kierownik Zespołu Analityczno-Profilaktycznego Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie

Artykuł opublikowany w numerze: PF 7(12)
Data publikacji: 2008-04-09

PULS MEDYCYNY

 

Nie jedź po lekach! cz. 2

Nie jedź po lekach! cz.2

 PULS MEDYCYNY Sekcja: InformacjeData publikacji: 2008-02-27
Dziedzina: Inne
 

Lekarz przepisujący pacjentowi lek mogący ograniczyć jego zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów powinien go o tym uprzedzić oraz poinformować, jak długo ten efekt będzie się utrzymywał. Jedną z grup leków, która może szczególnie ograniczać tę zdolność są leki oddziałujące na funkcje ośrodkowego układu nerwowego.

 Niepożądane działanie w tym zakresie może powodować wiele leków z grupy N, zwłaszcza leki nasenne, uspokajające, przeciwlękowe, neuroleptyki oraz niektóre przeciwdepresyjne, przeciwpadaczkowe, a także leki zmniejszające napięcie mięśni.
Poważnym problemem praktycznym jest bardzo powszechne stosowanie przez polskich pacjentów leków z grupy benzodiazepin. Obniżenie sprawności psychofizycznej powodowane przez te leki jest znaczne, a fakt, że większość z nich ulega przemianom metabolicznym w wątrobie do aktywnych metabolitów o długim okresie półtrwania powoduje, że upośledzają one zarówno szybkość psychomotoryczną, uwagę, pamięć, jak i funkcje werbalne. Ze względu na powstawanie aktywnych metabolitów, upośledzenie zdolności do bezpiecznego prowadzenia pojazdów trwa w wielu przypadkach znacznie dłużej niż kilka godzin, jak sądzi wielu pacjentów. Na przykład upośledzenie sprawności psychofizycznej u pacjenta, który przyjął tabletkę klorazepatu, może utrzymywać się ponad 4 dni. Okresy półtrwania najczęściej stosowanych w Polsce benzodiazepin zebrano w tabeli.
Godne naśladowania jest umieszczanie przez podmioty odpowiedzialne na opakowaniach leków informacji, jak długo po zażyciu leku nie należy prowadzić pojazdów mechanicznych. Na przykła na opakowaniu często stosowanej benzodiazepiny, jaką jest temazepam (Signopam) znajduje się informacja, że "w trakcie leczenia temazepamem i do 3 dni po jego zakończeniu nie należy prowadzić pojazdów mechanicznych".

Dzień przerwy po lekach nasennych

Zagrożeniem dla sprawności psychofizycznej kierowców są również benzodiazepiny stosowane wyłącznie jako leki nasenne. Zarówno nitrazepam (t1/2 - 36 h), jak i estazolam (t1/2 - 8-24 h) charakteryzują się długim okresem półtrwania, który może powodować znaczne upośledzenie zdolności do bezpiecznego prowadzenia pojazdów także przez cały następny dzień po ich zastosowaniu.
Niekorzystny wpływ na sprawność psychofizyczną prowadzących pojazdy mogą wykazywać także niebenzodiazepinowe leki nasenne (zopiklon, zolpidem, zaleplon). W literaturze opisywano przypadki wykonywania czynności złożonych podczas trwania snu, np. prowadzenie samochodu, u pacjentów, którzy przyjęli niebenzodiazepinowe leki nasenne - pochodne cyklopirolonu lub imidazolopirydyny.
Dodatkowym problemem praktycznym jest fakt, że większość stosowanych benzodiazepin ulega metabolizmowi przy udziale izoenzymu 3A4 cytochromu P-450, a zatem równocześnie stosowane przez pacjenta leki, które wykazują zdolność do inhibicji aktywności tego izoenzymu, będą dodatkowo wydłużały okres półtrwania benzodiazepin. W tym miejscu należy przypomnieć, że 35 proc. populacji w Polsce przyjmuje w sposób przewlekły 5 leków, a zatem ryzyko niekorzystnych interakcji pomiędzy nimi jest wysokie.
Coraz rzadziej w chwili obecnej stosuje się barbiturany, nie można jednak zapominać, że fenobarbital jest nadal składnikiem recepturowych mieszanek uspokajających wykonywanych w aptekach. Allobarbital z kolei jest składnikiem leku przeciwbólowego Pabialgin P.
Ostrożność jest wskazana w trakcie stosowania leków zmniejszających napięcie mięśniowe, które są przyjmowane np. w zespołach bólowych kręgosłupa (tetrazepam, baklofen).

Niepożądane efekty leków przeciwdepresyjnych

Obecnie w Polsce ponad 4 proc. dorosłej populacji przyjmuje leki przeciwdepresyjne. Niektóre z nich, w szczególności wykazujące efekt sedatywny (trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne, trazodon, mianseryna, mirtazapina, doksepina), mogą upośledzać zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów. Ostrożność należy zachować u pacjentów leczonych wenlafaksyną, która może jako efekt niepożądany wywoływać zarówno bezsenność, jak i nadmierną senność. Stosowane przez pacjentów trójpierścieniowe leki przeciwdepresyjne wywołują nie tylko sedację, ale także wpływają niekorzystnie na funkcje wykonawcze i przestrzenne oraz znacznie wydłużają czas reakcji. Silny efekt cholinolityczny tej grupy leków może dodatkowo powodować zaburzenia widzenia.
Oddziaływanie leków przeciwdepresyjnych, ze względu na ich przewlekłe stosowanie, stanowi - jak wykazują badania ankietowe przeprowadzone wśród pacjentów-kierowców - szczególne zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. Spowodowane jest to m.in. tym, że pacjent z depresją, obawiając się stygmatyzacji, niechętnie rezygnuje z czynności, które wykonywał codziennie do momentu rozpoczęcia przyjmowania leków przeciwdepresyjnych.
Niepożądany wpływ na zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów wykazują także leki przeciwpsychotyczne (LPP). Szczególnie dotyczy to klasycznych LPP, które wywierając wpływ na receptory dopaminergiczne, cholinergiczne, a także histaminowe (H1) mogą w złożony sposób ograniczać sprawność psychofizyczną, indukując sedację, senność, zaburzenia uwagi, a także niekorzystnie wpływać na funkcje poznawcze. Wśród neuroleptyków atypowych ostrożność należy zachować podczas stosowania aripiprazolu, amisulpridu, kwetiapiny, olanzapiny i zyprazydonu.
Warto zatem, przepisując pacjentowi lek psychotropowy, poinformować go nie tylko o możliwym niekorzystnym wpływie na zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów, ale także określić, jak długo ten efekt może się utrzymywać. Informacji na ten temat powinien także udzielać wydający lek farmaceuta.

Nie tylko alkohol jest groźny dla kierowców
Nawet do 20 proc. wypadków drogowych może być spowodowane przez kierowców, którzy byli pod wpływem działania leków, niekorzystnie oddziałujących na sprawność psychofizyczną.
Leki stosowane przez kierowców mogą w złożony sposób wpływać na pogorszenie sprawności psychofizycznej. Oddziałują one zarówno na składowe reakcji odruchowej, jak i na koordynację ruchów, wpływając na przewodnictwo nerwowo-mięśniowe oraz na funkcje ośrodkowego układu nerwowego. Niepożądane działanie w tym zakresie może powodować wiele grup leków, także niektóre leki przeciwhistaminowe stosowane w leczeniu chorób alergicznych oraz będące składnikami czynnymi leków stosowanych w objawowym leczeniu przeziębienia i grypy. Znaczną ostrożność w tym zakresie należy zachować podczas stosowania leków przeciwkaszlowych zawierających w swoim składzie kodeinę lub dekstrometorfan. Zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów może zostać także ograniczona w wyniku niekorzystnych interakcji pomiędzy jednocześnie stosowanymi lekami.
Problem ten nabiera szczególnego znaczenia w populacji pacjentów powyżej 60 r.ż., którzy stosując polifarmakoterapię z powodu wielochorobowości, zwykle nie są świadomi możliwości indukowanego farmakoterapią lub interakcjami leków zmniejszenia zdolności percepcji oraz koncentracji uwagi, co może niekorzystnie wpływać na zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów mechanicznych. Statystyki policyjne wskazują, że ponad 8 proc. wypadków drogowych zawinionych przez kierujących powodują osoby powyżej 60 r.ż., co może się wiązać ze stosowaną przez nich politerapią.

O czym powinni informować lekarz i farmaceuta
Udzielanie informacji na temat możliwego niekorzystnego wpływu stosowanych leków na zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów powinno stanowić istotny element zarówno konsultacji lekarskiej, jak i opieki farmaceutycznej. Tym bardziej, że umieszczanie ostrzegających piktogramów na opakowaniach leków jest dobrowolne i nie ma regulacji prawnych nakazujących obligatoryjne oznaczanie w tym zakresie opakowań leków.
Oczywiście informacje dotyczące niekorzystnego wpływu leku na zdolności psychofizyczne zawarte są w ulotce dolekowej, jak jednak wskazują statystyki, ulotki czyta tylko około 10 proc. pacjentów.
   Stopka autorska:Autor: dr Jarosław Woroń, adiunkt w Zakładzie Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii
CM UJ oraz w Uniwersyteckim Ośrodku Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie

Artykuł opublikowany w numerze: PULS MEDYCYNY PF 4(9)
Data publikacji: 2008-02-27

 

Załącznik: Nie jedz

Nie jedź po lekach część 1

Puls Medycyny 

Sekcja: Informacje

Data publikacji: 2008-01-30
Dziedzina: Inne

 Nawet do 20 proc. wypadków drogowych może być spowodowane przez kierowców, którzy byli pod wpływem działania leków, niekorzystnie oddziałujących na sprawność psychofizyczną.

Leki stosowane przez kierowców mogą w złożony sposób wpływać na pogorszenie sprawności psychofizycznej. Oddziałują one zarówno na składowe reakcji odruchowej, jak i na koordynację ruchów, wpływając na przewodnictwo nerwowo-mięśniowe oraz na funkcje ośrodkowego układu nerwowego.

Groźne interakcje

Niepożądane działanie w tym zakresie może powodować wiele grup leków, a szczególnie leki nasenne, uspokajające, przeciwlękowe, neuroleptyki czy niektóre leki przeciwdepresyjne i przeciwpadaczkowe. Zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów mogą zakłócać, głównie przez wywieranie efektu uspokajającego, niektóre leki przeciwhistaminowe stosowane w leczeniu chorób alergicznych oraz będące składnikami czynnymi leków stosowanych w objawowym leczeniu przeziębienia i grypy.
Znaczną ostrożność w tym zakresie należy zachować podczas stosowania leków przeciwkaszlowych zawierających w swoim składzie kodeinę lub dekstrometorfan. Złożone oddziaływanie na sprawność psychofizyczną kierowców mogą mieć leki wpływające na narząd wzroku, szczególnie podwyższające ciśnienie śródgałkowe oraz wywołujące - jako działanie niepożądane - ubytek pola widzenia.
Zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów może zostać także ograniczona w wyniku niekorzystnych interakcji pomiędzy jednocześnie stosowanymi lekami. Warto wiedzieć, że 35 proc. populacji w Polsce przyjmuje w sposób przewlekły 5 leków, a zatem ryzyko niekorzystnych interakcji pomiędzy nimi jest wysokie.

O czym nie informuje lekarz i farmaceuta

Problem ten nabiera szczególnego znaczenia w populacji pacjentów powyżej 60 r.ż., którzy stosując polifarmakoterapię z powodu wielochorobowości, zwykle nie są świadomi możliwości indukowanego farmakoterapią lub interakcjami leków, zmniejszenia zdolności percepcji oraz koncentracji uwagi, co może niekorzystnie wpływać na zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów mechanicznych. Statystyki policyjne wskazują, że ponad 8 proc. wypadków drogowych zawinionych przez kierujących powodują osoby powyżej 60 r.ż., co może się wiązać ze stosowaną przez nich politerapią.
Udzielanie informacji na temat możliwego niekorzystnego wpływu stosowanych leków na zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów powinno stanowić istotny element zarówno konsultacji lekarskiej, jak i opieki farmaceutycznej. Tym bardziej, że umieszczanie ostrzegających piktogramów na opakowaniach leków jest dobrowolne i nie ma regulacji prawnych nakazujących obligatoryjne oznaczanie w tym zakresie opakowań leków.
Oczywiście informacje dotyczące niekorzystnego wpływu leku na zdolności psychofizyczne zawarte są w ulotce dolekowej, jak jednak wskazują statystyki, ulotki czyta tylko około 10 proc. pacjentów.
Nie wolno zapominać, że także leki ziołowe o działaniu uspokajającym i nasennym mogą - zależnie od stosowanej dawki - stanowić niebezpieczeństwo dla osób prowadzących pojazdy mechaniczne.
Aby zwiększyć świadomość dotyczącą niekorzystnego wpływu leków na zdolność do prowadzenia pojazdów mechanicznych, w Małopolsce od września 2007 roku ruszyła wspólna akcja Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Krakowie oraz Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie. Akcja ma zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo prowadzenia pojazdów mechanicznych po zażyciu środków, które upośledzają sprawność psychofizyczną i w wielu przypadkach mogą stanowić większe zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego niż alkohol. Istotną formą wsparcia akcji prowadzonej w Małopolsce była konferencja, która odbyła się w połowie stycznia w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych w Warszawie pod hasłem ęBezpieczeństwo stosowania leków i substancji psychoaktywnych za kierownicą".



   Stopka autorska:

Autor: dr farm. Jarosław Woroń, adiunkt w Zakładzie Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii CM UJ oraz w Uniwersyteckim Ośrodku Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie, nadkomisarz mgr Krzysztof Dymura, ekspert oraz kierownik Zespołu Analityczno-Profilaktycznego Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie

Puls Medycyny

Artykuł opublikowany w numerze: 2 (165)
Data publikacji: 2008-01-30

 

Zmiany skórne u diabetyków

PULS MEDYCYNY

Sekcja: Postepy w medycynie

Data publikacji: 2007-09-05
Dziedzina: Diabetologia

 Skórę diabetyka wyróżniają takie cechy, jak: nadmierna suchość, złuszczanie, skłonność do zmian wypryskowych, zmniejszone wydzielanie potu oraz związany z tym świąd.Cukrzyca powoduje wiele dolegliwości skórnych, co niejednokrotnie skłania chorych do wizyty u dermatologa. Zmiany skórne mają albo bezpośredni związek z cukrzycą i są powikłaniem mikroangiopatii bądź neuropatii, albo są powikłaniem terapii insuliną. Mogą występować jednak tylko pod postacią współistniejących zakażeń.
Najczęstsze zmiany dermatologiczne towarzyszące cukrzycy to zakażenia bakteryjne i grzybicze oraz zmiany pęcherzowe. Zakażenia grzybicze wywoływane są głównie przez grzyby drożdżakowate typu Candida sp. i objawiają się m.in. jako wyprzenia drożdżakowe w okolicy pachwin, pod piersiami czy w fałdach skórnych. Częściej też niż w zdrowej populacji mamy u diabetyków do czynienia z łupieżem pstrym oraz z zakażeniem bakteryjnym o nazwie erythrasma, które w wypadku rozległych zmian i zajmowania nietypowych okolic (innych niż przestrzenie międzypalcowe stóp i pachwiny), może być wczesnym markerem nierozpoznanej cukrzycy.

Wczesne sygnały choroby

Występujące miejscowe stwardnienia skóry często wyprzedzają postawienie właściwego rozpoznania choroby. wiąd skóry to uporczywa dolegliwość, powodująca drapanie, co z kolei może prowadzić do zwiększonej zachorowalności na zakażenia ropne i powstawania takich zmian, jak czyraki, czyraki mnogie czy zapalenia mieszków włosowych. Stosunkowo często u osób chorych na cukrzycę dochodzi do rozwoju róży - choroby, która w przypadku niewyrównanej cukrzycy ma wyjątkowo niekorzystny przebieg. Choroba może nawracać, przebiegać nietypowo - pod postacią róży zgorzelinowej czy pęcherzowej, także krwotocznej, czasem prowadzić w konsekwencji do owrzodzeń i słoniowacizny.
Rumieniec cukrzycowy to również marker cukrzycy - występuje u ludzi młodych, najczęściej na czole, policzkach, dłoniach, stopach.
Charakterystyczne u cukrzyków bywa także pomarańczowe zabarwienie dłoni i stóp oraz kępki żółte powiek - płaskowyniosłe, dość miękkie guzki o zabarwieniu żółtawym, umiejscowione na powiekach - jedna z odmian kępek żółtych towarzyszących różnym odmianom hiperlipoproteinemii.
Zmiany mogą dotyczyć też paznokci, które mają brunatnobrązowe zabarwienie, z oddzielającą się płytką paznokciową.
Jeśli chodzi o zmiany polekowe, to są one najczęściej skutkiem stosowania pochodnych sulfonylomocznika, dotyczą prawie 5 proc. chorych leczonych tymi lekami. Mogą występować pod postacią zmian pokrzywkowych, osutek odropodobnych i plamisto-grudkowych. Obecnie stosowane preparaty insulinowe rzadko dają objawy alergiczne, mogą jednak powodować zaniki tkanki tłuszczowej w miejscu podania leku, czasem jałowe ropnie w miejscach wstrzyknięć.

Zmiany naczyniowe

Głównym powodem pojawiania się zmian skórnych u diabetyków są zmiany naczyniowe, czyli angiopatia cukrzycowa, która może dotyczyć większych naczyń i w tych przypadkach prowadzi do zgorzeli (gangreny), najczęściej w obrębie palców stóp. Pewne znaczenie w jej powstawaniu mają tez zmiany w nerwach obwodowych. Angiopatia dotycząca drobnych naczyń, czyli mikroangiopatia, prowadzi do rozszerzenia światła naczyń i tworzenia się mikrotętniaków, może także dochodzić do uszkodzenia ściany naczyń i powstawania zmian plamiczych. W obrębie rąk mogą występować zgrubienia i stwardnienia skóry oraz zmniejszenia ruchomości w stawach międzypaliczkowych, głównie w insulinozależnej cukrzycy typu 1. Na podudziach po stronie wyprostnej stwierdza się niekiedy brunatne plamy, będące zejściem wynaczynień i odkładania się barwnika krwi. Poza tym dochodzi do uszkodzenia włókien nerwowych, co skutkuje zwiększoną urażalnością, gdyż pacjent nie ma czucia i możliwości unikania licznych urazów.

Najważniejsze wyrównanie poziomu cukru

Każdą jednostkę chorobową leczymy zgodnie z jej etiologią. Zakażenie grzybicze i drożdżakowe leczymy za pomocą zewnętrznych preparatów przeciwgrzybiczych, dostępnych niejednokrotnie bez recepty (Lamisilat, Clotrimazol, Batrafen), osuszających zasypek, np. Tanno-Hermal lotio, Daktarin puder czy aerozol. Przy rozległych zmianach trzeba stosować leki przeciwgrzybicze doustnie, zlecone przez lekarza, na receptę. Najważniejsze jednak dla powodzenia terapii jest wyrównanie poziomu cukru.
Erythrasma, ze względu na pochodzenie choroby, leczymy lekami zewnętrznymi, ale antybiotykowymi, takimi jak preparaty z erytromycyną, np. Davercin.
Różę, czyli zakażenie paciorkowcowe, które dotyczy skóry i tkanki podskórnej, leczymy przede wszystkim antybiotykami o szerokim spektrum działania - albo doustnie, albo domięśniowo czy nawet dożylnie w warunkach szpitalnych. W przypadku róży dodatkowo koniecznie trzeba podawać leki naczyniowe, przeciwzakrzepowe, stosować unieruchomienie pacjenta, uniesienie kończyny, okłady zewnętrzne (z ichtiolu) i pamiętać, że podstawą do wyleczenia jest wyrównanie cukrzycy. Pomocy u specjalisty należy szukać wtedy, gdy zmiana skórna utrzymuje się przez dłuższy czas i nie ustępuje po podstawowej pielęgnacji, zmiany są swędzące bądź szybko się rozprzestrzeniają, występują w fałdach skórnych, w przestrzeniach międzypalcowych lub na skórze gładkiej. Róża objawia się tym, że nagle bardzo szybko dochodzi do dużego zaczerwienienia danego obszaru skóry (najczęściej podudzia), rumień jest dobrze odgraniczony, a skóra napięta i lśniąca. Chorobie zawsze towarzyszy wysoka temperatura i dreszcze. Ból i gorączka mobilizują pacjenta do pójścia do lekarza.
Istnieje zależność pomiędzy występowaniem zmian skórnych a niewyrównaną cukrzycą. Nieprawidłowe poziomy cukru we krwi sprzyjają powstawaniu zakażeń bakteryjnych i grzybiczych, jak również nawrotom róży.

Intensywna pielęgnacja dermokosmetykami

Skóra osoby chorej na cukrzycę wymaga specjalnej, intensywnej pielęgnacji. Istnieją dermokosmetyki - preparaty dostępne bez recepty w aptece, spełniające niemalże funkcję leków stosowanych miejscowo, do pielęgnacji ciała, zwane emolientami. Jest to nazwa całej grupy preparatów opartych głównie na parafinie ciekłej, które zapobiegają ucieczce wody ze skóry, zostawiają na skórze "film", powstrzymujący parowanie wody, jednocześnie uzupełniając "budulec" skóry. Zapobiegają one powstawaniu suchości i zmniejszają zdecydowanie świąd. Są również pomocne w likwidowaniu i profilaktyce zakażeń bakteryjnych i grzybiczych. Nie zawierają mydła, detergentów ani substancji zapachowych drażniących. Mogą być w postaci kostki do mycia, żelu do kąpieli, balsamów, kremów do nakładania po kąpieli. Są to preparaty różnych firm, również polskich, w szerokim zakresie cenowym. Do najczęściej polecanych należą preparaty takich firm, jak Iwostin, Hermal Balneum, La Roche Posay, Avene.
Niezmiernie ważne jest też noszenie wygodnego, miękkiego obuwia, skarpetek bez szwów, nieurażanie stóp, codzienne sprawdzanie, czy nie została na skutek urazu przerwana ciągłość ich skóry. Polecam stosowanie dezodorantów przeciw poceniu i zakażeniom grzybiczym takich firm, jak Scholl, Gehwol czy preparatu Daktarin.
   

  Stopka autorska:

Autor: dr Dorota Bystrzanowska,
Klinika Dermatologii AM w Warszawie

Artykuł opublikowany w numerze: 13 (156)
Data publikacji: 2007-09-05

PULS MEDYCYNY

SKUTECZNOŚC SZCZEPIONEK NA HPV

PULS MEDYCYNY

Sekcja: Postepy w medycynie

Data publikacji: 2008-04-09
Dziedzina: Onkologia

Podczas dorocznego zjazdu amerykańskiego Towarzystwa Onkologów Ginekologicznych (Society of Gynecologic Oncologists, SGO), który odbywał się w marcu br. w Tampie na Florydzie, zaprezentowano nowe dane na temat działania szczepionek chroniących przed zakażeniem wybranymi typami wirusa brodawczaka ludzkiego, stosowanych w profilaktyce pierwotnej raka szyjki macicy - Silgard i Cervarix.

Dowiedziono, że Cervarix, czyli szczepionka produkowana przez GlaxoSmithKline, zawierająca w swoim składzie antygeny dwóch onkogennych wirusów HPV 16 i 18 zapewnia ochronę przez 6 i pół roku od podania pierwszej dawki szczepionki. Przez cały ten czas szczepionka wykazywała 100 proc. skuteczności w zapobieganiu zmianom przedrakowym wywołanym przez typy HPV 16 i 18, a także zapewniała znaczną ochronę przed zakażeniem dwoma innymi, stosunkowo powszechnymi onkogennymi typami wirusa - HPV 31 i 45. Wykazano 78 proc. skuteczności w zapobieganiu przygodnym zakażeniom typem 45 oraz 60 proc. skuteczności w zapobieganiu przygodnym zakażeniom typem 31 wirusa. Przez cały okres wydłużonej obserwacji uzyskane poszczepienne stężenia przeciwciał były kilka razy wyższe od stwierdzanych po naturalnym zakażeniu wirusem brodawczaka ludzkiego. Nie stwierdzono niekorzystnego wpływu szczepienia na przebieg późniejszej ciąży i porodu. Obserwację wydłużoną do 6,4 roku prowadzono w 28 ośrodkach w Brazylii, Kanadzie i USA u 776 kobiet, które uczestniczyły w pierwotnym badaniu skuteczności preparatu Cervarix. Oceniano skuteczność, bezpieczeństwo oraz immunogenność szczepionki. Kobiety badano pod kątem obecności DNA wirusa brodawczaka ludzkiego w próbkach z szyjki macicy przy użyciu techniki PCR, a także corocznie wykonywano u nich badanie cytologiczne. Obserwacja wydłużona będzie kontynuowana przez co najmniej 3 kolejne lata.
W prezentacji dotyczącej czterowalentnej szczepionki Silgard (HPV 6/11/16/18), produkowanej przez firmę MSD, skupiono się na korzyściach ze szczepienia widocznych u kobiet mających więcej niż 26 lat, prowadzących aktywne życie seksualne. Wykonywanie szczepień w tej grupie wiekowej jak dotąd nie zostało zarekomendowane przez towarzystwa naukowe. W przedstawionym badaniu klinicznym III fazy uczestniczyło 3817 kobiet w wieku 24-45 lat, z których dwie trzecie w chwili włączania do analizy nie było zakażonych żadnym z obecnych w szczepionce typów wirusa HPV, co potwierdzono badaniem serologicznym oraz testem na obecność DNA wirusa. Obserwację prowadzono przez 48 miesięcy, co 6 miesięcy wykonując u uczestniczek badania cytologiczne. Przetrwałe infekcje przynajmniej jednym ze znajdujących się w preparacie Silgard typów HPV stwierdzono u 4 pacjentek z grupy, która otrzymała aktywną szczepionkę oraz u 41 pacjentek z grupy placebo. Oznacza to 91-procentową skuteczność szczepionki w zapobieganiu zakażeniom HPV 6, 11, 16 i 18 u kobiet mających od 24 do 45 lat.

PULS MEDYCYNY

Stopka autorska:Autor: Marta Koton-Czarnecka
Artykuł opublikowany w numerze: 7 (170)
Data publikacji: 2008-04-09

Stażystka Agnieszka
Agnieszka-licencjat chemii, staż w 2007r.
Pani Agnieszka-st.tech.analityki medycznej
Pani Agnieszka-st.tech.anal.med.-przy pracy z mikroskopem
Agnieszka-stażystka w pracowni analitycznej
Agnieszka - licencjat chemii - z analizatorem biochemicznym
Pani Jola-st.tech.analityki med. interpretuje wyniki kontroli badań
Justynka i Agnieszka - stażystki
St. technicy pp.Krysia i Agnieszka przy analizatorze hematologicznym
Pani Maryla - starszy technik analityki medycznej
Mgr Małgorzata Rudnik w trakcie analiz immunologicznych
Samochód firmowy
Marzenka - staż wiosną 2007
Wejście do przychodni przy ul. Szwedzkiej 2
Oleńka i Ania - staż 2006
Ania - przyszły technik analityki medycznej i Oleńka-technik chemii - lato 2006
Stażystki Oleńka i Ania
Stazystki Ania i Oleńka Panią Jolą, starszym technikiem analityki medycznej
Starsi technicy panie Maryla i Irena przy mikroskopowaniu
Panie Maryla i Irena dobrze ze sobą współpracują
Pani Jola - st. tech. analityki medycznej
Elecsys - analizator immunologiczny
Stanowisko rejestracji pacjentów - 2002 r
Stanowisko rejestracji pacjentów przy ulicy Piłsudskiego 16 -2002
Analityk - rzetelna diagnostyka
© Copyright 2006-2008 Analityk Centrum Diagnostyki Laboratoryjnej w Tarnowskich Górach
Created by Data Expand